poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozmowa z Markiem Molakiem

Witajcie Kochani, 


Zapraszam Was na wywiad z Markiem Molakiem, którego znają miliony Polaków z serialu "Barwy Szczęścia" emitowanego w TVP2. Marek wydał razem ze swoim zespołem AvA debiutancką płytę "Po drugiej stronie". Premiera płyty w Empikach odbędzie się w 19 lutego. Właśnie sfinalizowałam kontrakt dla zespołu z UNIVERSAL MUSIC co oznacza, że dystrybucją płyty zajmie się wytwórnia. Nie ukrywam, że niezwykle mnie to raduje bo wiele obowiązków mi odejdzie. Pomimo wielkiej miłości jaką pałam do mojej pracy, ulżyło mi... Ha ha. Jestem managerką Marka zespołu... Dziwnie przeprowadza się wywiad ze swoim podopiecznym, dlatego postanowiłam, że przekażę pałeczkę studentce dziennikarstwa Majce Maksym dobrze rokującej, młodej pracowitej dziewczynie. Także Mili moi, gorąco Was zapraszam do rozmowy z Markiem. 
 

MAJA: Od wielu lat grasz jedna z głównych ról w serialu „Barwy szczęścia”, który oglądają miliony ludzi. Jak się z tym czujesz?
MAREK: Wiesz, zaczynałem w tym serialu jako gnojek, miałem sporo czasu na to, żeby oswoić się z myślą o rozpoznawalności itp. Poza tym, niewiele się zmieniło przez ten czas w kwestii mojego podejścia- traktuję to jako pracę, oczywiście przyjemną. A fakt rozpoznawalności przydaje się w urzędzie, bo rozkochane Panie w okienku wydają mi kwity od ręki, a Panie policjantki ograniczają się do upomnienia, pod warunkiem, że się do nich ładnie uśmiechnę.

MAJA: Czy masz jakieś wspólne cechy z granym przez Ciebie Hubertem?
MAREK: Tak, obydwaj lubimy wypić i jesteśmy oszałamiająco przystojni. A tak na poważnie, Hubert jest ok, może trochę wkurza mnie fakt, że daje sobie czasem wchodzić na głowę, poza tym Klara (serialowa żona) zrobiła z niego trochę kapcia, no ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Generalnie Hubert jest dosyć otwarty i kiedy trzeba potrafi się postawić i przyłożyć. Gdyby miał wąsy, pewnie nazywałby się Janusz. Ja mam dosyć podobnie, ale ciężko mi wejść na łeb, bo jestem trochę gamoniem i bywam bezczelny, chociaż patrząc na to z perspektywy czasu - często ratuje mi to dupę, jak kogoś porządnie opieprzysz to potem współpraca lepiej się układa.

MAJA: Do zespołu AvA dołączyłeś, gdy już istniał. Łatwo było Ci się w nim odnaleźć?
MAREK: W zespole AvA był wtedy trudny czas, część składu się wykruszyła i zaczęły się poszukiwania. Ja oczywiście miałem szczęście (jak z resztą często w moim życiu), że poznałem Maćka Tarapacza (perkusistę i cappo di tutti cappi zespołu). Miałem już trochę doświadczenia w kapelach ale były to raczej projekty z pogranicza darcia mordy, tak czy siak on akurat potrzebował wokalisty. Łaziłem za nim, bo podobała mi się ta muza, aż w końcu dla świętego spokoju powiedział, żebym wpadł na próbę. Szybko zaczęliśmy wspólne granie, ale finalna forma materiału wyklarowała się tak na prawdę dopiero po 7 latach. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, wstąpienie do tego zespołu było dla mnie bardzo korzystne nie tylko w aspekcie muzycznym, ale też ukształtowało mnie jako osobę. Z Maćkiem jesteśmy mega przyjaciółmi i wiele mu zawdzięczam. Gdyby nie fakt, że potrafi mnie jako jedyna osoba na świecie (poza moją żoną) sprowadzić do parteru, to pewnie grubo bym sobie w tym zespole poczynał. Nie wyobrażam sobie grania z kimś innym.
 
MAJA: Teksty piosenek i muzykę tworzycie wszyscy razem, ale czy jest jakiś utwór, który skomponowałeś sam od początku do końca to znaczy i tekst i muzykę?
MAREK: hmmmm... Zespół to tak na prawdę maszyna do mielenia pomysłów, każdy wnosi coś od siebie. Nigdy nie napisałem numeru sam w 100 procentach, zdarzało się, że wpadałem na próbę z tekstem i zarysem muzycznym, ale potem zawsze ten szkielet ostro ewoluował. Każdy dodaje coś od siebie, coś się zawsze wyrzuci, coś przerobi.... Na naszej debiutanckiej płycie są 3-4 piosenki, których wymyślanie rozpocząłem ja, a chłopaki doklepali resztę. wyjątkiem jest "Anioł", do którego napisałem tekst i muzę, ale na przestrzeni lat chłopaki i tak zaczęli grać go po swojemu....... Takie z nich " niereformowalne gnojki"
 
MAJA: Który z Waszych kawałków jest Tobie najbliższy?
MAREK: Dobre pytanie. Nie wiem, z każdym z nich wiąże się jakaś historia, każdy dla mnie coś znaczy.


MAJA: Co Ciebie inspiruje podczas wymyślania tekstów?
MAREK: Życie, obserwacje, przemyślenia, czasem sny, czasem filmy, obrazy........ Jest tego trochę, ogólnie jestem dosyć "chłonny" na bodźce zewnętrzne.

MAJA: Widziałam, że na scenie czujesz się jak ryba w wodzie, masz świetny kontakt z publiką- czy śpiewanie sprawia Ci większą przyjemność niż aktorstwo?
MAREK: Mam świetny kontakt z ludźmi, bo jestem zalany. A tak serio, granie jest najważniejsze. Zawsze to podkreślałem. Muza jest moim celem doskonałym, aktorstwo pojawiło się przypadkiem i jest zajebistą sprawą- nie zapominajmy jednak, że przygodę z tą profesją rozpocząłem od ról muzycznych, czyli....... Muza musi być. 
 
MAJA: Czy jest ktoś z kim marzy Ci się duet?
MAREK: Pewnie spodziewasz się, że wymienię jakąś sexowną wokalistkę? No to nie pomyliłaś się, cholernie chciałbym zagrać z Rihanną, bo jest śliczna i niesamowicie zdolna, twórcza. Oczywiście, mógłby to być Iggy Pop, ale pewnie doprowadzilibyśmy się do takiego stanu, że jakiekolwiek wspólne granie mogłoby być trudne.

MAJA: Co sądzisz o showbiznesie,którego jesteś już częścią?
MAREK: Sądzę, że to trudny grunt i trzeba mieć jaja żeby się na nim utrzymać. Widz siedzący przed telewizorem, czy ktoś, kto słucha muzy dostaje produkt finalny i nie zastanawia się ile osób, ile funduszy, ile pracy, wysiłku i wyrzeczeń jest potrzebne, by ten produkt ukończyć. W tym biznesie nie ma miejsca na błędy, jeśli popełni się jeden w nieodpowiednim momencie showbiznes potrafi tego nie wybaczyć, zmielić, zdeptać i wypluć. Trochę jak w dżungli, ale tak jest. To po części wynika z faktu, że jest tu ogromna konkurencja i na twoje, moje, czy kogokolwiek miejsce są miliony chętnych, zdolnych i skłonnych do poświęceń. Trzeba być konsekwentnym. Poza tym, wiesz jak jest, 99 % spraw załatwia się na bankiecie, czy przy innej okazji spotkania z ludźmi z branży, a potem zaczyna się tryb "ręka rękę myje".
MAJA: Dubbingowałeś sporo filmów/seriali- czy było to dla Ciebie cięższe niż gra aktorska na planie?
MAREK: Dubbing to dla mnie miła odskocznia. Robię to od 9 roku życia, więc z uwagi na doświadczenie nie sprawia mi to większego problemu. W dubbingu jednak nagrywam pod obrazek i oryginalną ścieżkę- mam jakiś punkt odniesienia, wiem w którą stronę prowadzić postać. W filmie muszę ją kreować sam.

MAJA: Masz jakieś śmieszne wspomnienie związane z którymś z Twoich koncertów, którym mógłbyś się ze mną i z czytelnikami podzielić?
MAREK: Pamiętam, jak graliśmy plener nad jeziorem w Opolu i co parę minut mieliśmy problemy z prądem. Bartek Zbroszczyk, nasz "główny wioślarz" szykował się właśnie do grania swojego porywającego solo, ja wykrzyczałem przez mikrofon " A teraz moje ulubione solo, przed wami BARTEK ZBROSZCZYK!!!!!!!", Bartek wyszedł na front, pięknie się ustawił do zdjęć i........... siadł prąd.

MAJA: A Twoja największa wpadka związana z muzyką lub aktorstwem?
MAREK: hmmmm..... Chyba jeszcze takiej nie miałem, ale wszystko przede mną. Chociaż nie, pamiętam jak w Teatrze Rozrywki w Chorzowie graliśmy " Przebudzenie Wiosny", w kulminacyjnym momencie spektaklu miałem wyjąć brzytwę i próbować popełnić nią samobójstwo ( tak, wiem, ciężki temat, ale to był XIX wieczny, luterański dramat). Wychodzę więc na scenę, gram swoje dialogi, sięgam do kieszeni po brzytwę..... a brzytwy nie ma. Pamiętam, że z nerwów zachciało mi się do klopa, wiesz, w teatrze jak popełnisz taki błąd to już po tobie. Ale jakoś wybrnąłem
 
MAJA: Niedługo można będzie kupić Waszą płytę. Jakbyś ją zareklamował w kilku słowach tak żeby czytelnik pomyślał „o kurde, muszę ją mieć!”?
MAREK: Powiedział bym mu "Stary, kurde, musisz ją mieć, bo to zajebista jazda bez trzymanki, urwie Ci tyłek!!!"

MAJA: Macie już zaplanowane najbliższe koncerty? Gdzie nasi czytelnicy będą mogli Was posłuchać?
MAREK: Zbliża się sezon, grania będzie sporo - wszelkie informacje można znaleźć na naszym profilu na Facebooku. Tak, specjalnie nie wymienię dat, żeby czytelnik tam zajrzał- jest tam sporo ciekawostek o bandzie



MAJA: Co w życiu sprawia Ci największą radość?
MAREK: Muzyka, moja rodzina, oglądanie sportów walki, moje treningi i jedzenie kababa.

MAJA: Trenowałeś mieszane sztuki walki- czy wśród tylu zajęć znajdujesz jeszcze czas na nie?
MAREK: O proszę, przygotowałaś się. Baaaardzo rzadko wpadam na treningi, czasem potłukę się trochę z Maćkiem ( w końcu otarł się on o zawodową karierę bokserską, ma też klasę mistrzowską jako pięściarz). Wiesz, ja nigdy nie robiłem tego zawodniczo, raczej dla siebie. Dalej jestem jednak pasjonatem tematu, staram się nie wypadać z formy, trenuję sporo na siłowni i sam pracuję jako trener personalny. Polecam sporty walki każdemu, bo uczą szybkiego myślenia i pokory, samodyscypliny. Poza tym, jak raz dostaniesz mocno w gębę, to przekonujesz się, że nie jesteś ze szkła i stajesz się odważniejszy.

MAJA: Masz tyle pasji i pracy- gdzie w tym wszystkim czas dla rodziny?
MAREK: Jak mawiał Vito Corleone " Rodzina, jest najważniejsza". Zawsze. Zabiłbym za nich w najbardziej bestialski sposób, bez wyrzutów sumienia. A potem chłopaki z kapeli wysyłali by mi do paki paczki z fajkami i kawą
 
MAJA: Czego mogę Ci życzyć?
MAREK: Chyba zrealizowania wszystkich planów w stu procentach, zdrowia, kupy kasy- bo marzy mi się porsche- będę w nim trenował zimny łokieć, cierpliwości do tych zjebanych gamoni z kapeli (Oni i tak wiedzą, że ich kocham). 
MAJA: Tak więc tego Ci życzę i mam nadzieję, że do zobaczenia na koncertach. Dziękuję za rozmowę
MAREK: Dzięki również i wszystkiego dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz