sobota, 30 marca 2019

Katarzyna Chomycka: Jesteśmy od tego, żeby ułatwiać kobietom życie [WYWIAD]

Nastał naprawdę dobry czas dla makijażu permanentnego. Kobiety cenią sobie efekt takiego makijażu oraz oszczędność czasu - w końcu nie muszą już codziennie malować brwi czy ust. Jednak naprawdę ważne jest wybranie odpowiedniego salonu i eksperta, żeby efekt był zachwycający, a nie… krzywdzący. Dlatego trzeba pamiętać o kilku podstawowych zasadach, takich jak chociażby fakt, że nie można wykonywać makijażu permanentnego ust poza linią warg. W ten sposób nie powiększymy ust, tylko je oszpecimy. Istnieje jeszcze sporo mitów związanych z makijażem permanentnym,  które warto przełamać — mówi Katarzyna Chomycka, certyfikowana linergistka i ekspert makijażu permanentnego brwi. Zapraszamy do rozmowy.
 


Odnoszę wrażenie, że makijaż permanentny staje się coraz bardziej popularny. Czy rzeczywiście tak jest i czy ty też widzisz tę wzrastającą popularność?

Makijaż permanentny jest popularny, ale czy zainteresowanie tą usługą wzrosło w ostatnich latach? Trudno mi to ocenić o tyle, że ja od samego początku miałam duże grono klientek. Jednak mogę powiedzieć, że z pewnością na przestrzeni ostatnich lat zmienia się jedna rzecz: klientki poznają nowe metody lekkiej pigmentacji. Przez wiele lat w Polsce obowiązywał kanon tatuażu: brwi niebieskich, zielonych. W ten sposób kobiety były (i zdarza się, że nadal są!) okaleczane. W związku z tym wiele kobiet boi się skorzystać z makijażu permanentnego, ponieważ mają przed oczami obraz tych osób, które miały wyglądać ładnie, a wyszło zupełnie inaczej. Jednak choć ten lęk jest, to wiele kobiet go przełamuje w momencie, kiedy upewni się, że trafiły do dobrego i sprawdzonego salonu. My jesteśmy od tego, żeby pokazać takim klientkom, że dobrze wykonany makijaż permanentny jest ładny, efektowny i ułatwiający życie. Ogólnie rzecz ujmując: są naprawdę różne grupy klientek, ale zainteresowanie makijażem permanentnym jest duże. To dobry czas dla makijażu permanentnego.



Zrobienie sobie “makijażu na stałe” to zazwyczaj kwestia wygody czy ukrywania kompleksów bez interwencji chirurgicznej? Np. jest taki mit, że dobrze zrobiona linia ust może je optycznie podkreślić. Zastanawiam się, jak to się ma do rzeczywistości.

Widzisz, tak jak powiedziałaś: to właśnie jest mit. Niektóre klientki przychodzą do mnie z przeświadczeniem, że powiększę im usta. A tak się niestety nie dzieje. Powiększanie ust makijażem permanentnym jest ogromnym błędem w sztuce. Nie można wyjeżdżać kreską poza czerwień wargową, ponieważ wtedy pigmentujemy już realnie na skórze, nie na ustach. Mam wiele klientek, które przychodzą do mnie na laser po to, żeby usunąć obwódkę narysowaną na skórze poza naturalnym konturem. Jeśli chodzi o pigmentację, to pracujemy zawsze w obszarze warg. Od powiększania ust jest kwas hialuronowy.



Czyli na dobrą sprawę jeśli nie trafimy na eksperta, to zamiast się upiększyć możemy się jedynie oszpecić.

Niestety tak. To smutne, ale mam sporo klientek, które zostały w ten sposób okaleczone. Osobiście uważam, że takie sprawy powinno się już skierować do sądu. Dobra wiadomość jest taka, że efekty takich “zabiegów” można cofnąć. Choć nikt i nic nie zwróci tym kobietom kosztów zabiegów poprawiających sytuację i kamuflowania błędów w sztuce makijażem, ani tym bardziej często nadszarpniętego poczucia własnej wartości. Mam klientki, które przychodziły do mnie po “powiększaniu ust makijażem permanentnym” z czarną obwódką poza wargami. Albo jedna z moich klientek (u której po dwóch latach uzyskałyśmy w końcu efekt ładnych brwi) zachorowała na depresję, ponieważ ktoś wcześniej bardzo nieprofesjonalnie zajął się jej brwiami i po prostu ją oszpecił. Takie sytuacje bywają prawdziwymi dramatami, bo makijaż permanentny to duża ingerencja w wygląd i nie każdy powinien się tym zajmować. Nie wszyscy mają odpowiednie wyczucie. Inną kwestią jest fakt, że trudno oczekiwać profesjonalnie wykonanego makijażu permanentnego za 200 zł w renomowanym salonie. To jednak jest usługa ekskluzywna i trzeba tu podkreślić, że naprawianie błędów osób, które nie powinny się tym zajmować kosztuje dużo więcej - i zdrowia, i pieniędzy. Poza tym to długi proces, w ogólnym rozrachunku naprawdę więc lepiej wybrać sprawdzonego eksperta.


Wspomniałaś akurat o brwiach, o których często mówi się, że na twarzy nic może nie być “zrobione”, ale brwi muszą być. To mit czy prawda?

To prawda! Podam ci prosty przykład. Kiedy przychodzą do mnie ładne dziewczyny, którym niewiele na dobrą sprawę trzeba, to pomalowane brwi nie robię u nich aż tak spektakularnej różnicy. Są jednak klientki, u których dzieje się właściwie... magia - ja to nazywam tak, że klientki “odzyskują twarz”. Ta zrobiona brew bardzo często robi niesamowitą różnicę. Przykładowo z brwi, które można określić jako “dziewczęce” robią się nagle brwi niesamowicie kobiece. Powstaje piękna rama nad okiem. Wtedy poza nałożeniem podkładu i błyszczyka z reguły nie trzeba już robić nic, a wygląda się bardzo dobrze.
Istnieje uniwersalny kształt brwi, które będą pasować każdemu?

Uważam, że powinno się dobierać kształt brwi do konkretnej twarzy. Nie popieram żadnych szablonów. Oczywiście trudno jest dobrać brew do oka, ale często klientki przychodzą ze zdjęciami z internetu i proszą o konkretny kształt.


Pewnie często słyszysz prośby o brwi w stylu Cary Delevinge?

Tak, to się często zdarza. Jednak nie robię nic na siłę i jeśli moim zdaniem coś może być uznane za błąd w sztuce, to absolutnie tego nie robię. U mnie przeważnie wygląda to w ten sposób, że klientki mówią” “ufam pani, proszę robić”. Możemy wziąć pod uwagę to, co się komuś podoba, ale pamiętajmy, że każdy ma inne oko - rozstaw, osadzenie, włos itp. Dlatego dla każdej klientki projektujemy brwi indywidualnie. Oczywiście są pewne wytyczne w stylu dwie trzecie do jednej trzeciej, to, że końcówka musi być krótsza od przodu albo że nie może być niżej niż początek brwi. Są kanony, których się trzymamy, ale jednocześnie wszystko jest projektowane indywidualnie.



Co sądzisz o instagramowych trendach, instabrows?

Jestem raczej klasykiem. Nie wchodzę w megatrendy, bo zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest na chwilę. Osobiście bardzo lubię ombrebrows. Istnieją różne techniki i oczekiwania klientek, dlatego każde brwi trzeba tym bardziej dopasować do charakteru i stylu danej kobiety. Są panie, które będą chciały wyglądać jak najbardziej naturalnie i są panie, które będą chciały mieć bardzo konkretny i mocny wizerunek. Generalnie jestem zwolennikiem tego, że w brwiach lepiej jest coś później dołożyć niż odjąć, bo z tym odjęciem jest już naprawdę duży kłopot.





Makijaż permanentny kojarzy się z ogromnym bólem.

Są klientki, które po wejściu do salonu pytają się przede wszystkim o to, jak bardzo będzie bolało. Ja przez wiele miesięcy stosowałam znieczulenie przed zabiegiem, na ten moment tego nie robię. Wynikło to z sytuacji, w której kiedyś jedna z klientek spóźniła się na zabieg 40 minut i dosłownie “na spontanie” wyszło tak, że poprosiła o makijaż bez znieczulenia (wtedy chodziło o czas). Od tego momentu zaczęłam znieczulać klientki już w trakcie zabiegu (na przerwanym naskórku) i z moich obserwacji wynika, że ten sposób jest lepszy, bo skóra zachowuje się zdecydowanie inaczej. Nie jest “rozmiękczona” czy “mokra”. Lepiej się pracuje na takiej skórze. Na ten moment wygląda tak, że na wejście uzgadniamy z klientką wygląd brwi, ja zaznaczam swój obszar pracy na skórze i wtedy dopiero ją znieczulam. Pierwszy dotyk igły jest więc bez znieczulenia. Ale powiem ci, że kobiety są w stanie wytrzymać wszystko :) Poza tym my, dziewczyny, które wykonujemy makijaż permanentny jesteśmy od tego, żeby zapewnić klientkom komfort i poczucie bezpieczeństwa. Nigdy nie miałam przypadku, w którym klientka powiedziałby mi, że nie da rady wytrzymać. Kobiety są twarde!


Wybrałaś sobie “działkę” urodową, która jest obarczona dużą odpowiedzialnością. Jeśli zrobisz komuś brzydki zwykły makijaż, to po prostu go zmyjesz. Tutaj to tak nie działa. Nie miałaś nigdy wątpliwości co do tego?

Chyba każda z dziewczyn zajmująca się makijażem permanentnym miewała takie chwile słabości. Jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy, jednak trzeba tu podkreślić, że jeśli ja popełnię błąd, to jest to błąd widoczny raczej dla mnie, który zresztą zostanie skorygowany na korekcie. Ale to nie jest robienie krzywdy! Niedociągnięcie czegoś a okaleczenie kogoś to dwie różne sprawy. Wykonuję trudny zawód, w którym uczymy się na ludziach. Moim zdaniem powinniśmy mieć w Polsce znacznie zaostrzone egzaminy z makijażu permanentnego, ale niestety nasz kraj jest z tym jeszcze nieco “do tyłu”. Egzaminy powinny być na znacznie wyższym poziomie trudności, a na razie wygląda to tak, że przychodzisz na szkolenie, uczysz się i… robisz. Dlatego moje szkolenia z makijażu wyróżniają się tym, że jeśli widzę, że ktoś absolutnie nie ma do tego predyspozycji, to nie uzyska on/ona certyfikatu ukończenia szkolenia. Żadna z nas nie chciałaby być skrzywdzona i tym należy się kierować - i wykonując makijaż permanentny, i przeprowadzając z niego szkolenia. Wszystkiego można się nauczyć, ale są zawody, do których trzeba mieć predyspozycje, wyczucie i oko. Bez tego ciężko zacząć i ciężko być naprawdę dobrym - a każda z nas chce trafić do osoby, które zna się na swojej pracy.


Katarzyna Chomycka
Certyfikowana linergistka z dyplomem zdobytym w 2016 roku. Z zamiłowania trenerka PMU o artystycznej duszy. Specjalizuje się w tworzeniu perfekcyjnie cieniowanych brwi. Ombre Brows to według autorki najpiękniejsza technika pigmentacji. Właścicielka klimatycznego, stworzonego z poczuciem piękna i dbałością o szczegół miejsca dla kobiet.

Od 2019 szkoleniowiec PMU - zaangażowana w przekazywanie swojej wiedzy oraz pasji do makijażu permanentnego. Linergistka Roku 2018 w Plebiscycie Mistrzowie Urody. Uczestniczka wielu szkoleń, konferencji, eventów PMU w Polsce oraz za granicą.

Zdjęcia w artykule: archiwum własne 

Rozmawiała: Ewelina Zdancewicz-Pękala




czwartek, 29 listopada 2018

Ewa May o inspiracji, dawaniu za dużo i toksycznych wpływach [WYWIAD]

Ewa May to autorka metody LFT (Life Field Therapy), znanej w Polsce pod nazwą Uzdrawianie w Hologramie Pola Życia (HPŻ). To także życiowy i duchowy coach, inspiratorka rozwoju osobistego, która zmieniła już życie wielu osób. W najnowszym wywiadzie opowiada o stworzonej przez siebie metodzie, docieraniu do prawdziwej wersji siebie i uwalnianiu się z toksycznych relacji i przekonań.



Rozmawiamy dzisiaj tuż przed pani webinarem „Jak być sobą w pełni mocy – techniki ochronne”. Jak sama nazwa wskazuje zaprezentuje pani w nim m. in. techniki ochronne przed toksycznym wpływem. Mają się też pojawić narzędzia LTF coachingu, dlatego myślę, że warto zacząć od tego, czym jest metoda LFT?
LFT to skrót od Life Field Therapy, czyli terapii, coachingu i uzdrawiania w hologramie pola życia. Jest to nowoczesny life coaching połączony z uzdrawianiem, transformacją w pamięci pola energii, hologramu pola życia, w którym człowiek żyje w środku. Nazwa angielska tej metody została przeze mnie stworzona na potrzeby klientów angielsko-języcznych, ponieważ mieszkam i prowadzę firmę life coachingową w zachodniej Australii. Metoda LFT została uznana i zarejestrowana w międzynarodowej asocjacji terapii komplementarnych IICT.

niedziela, 26 sierpnia 2018

American dream możliwy jest też w ojczyźnie [wywiad ze Sławomirem]


Żyją w trasie i grają nawet po dwa koncerty dziennie. Ich kalendarz zaplanowany jest na kilka miesięcy w przód, ale doskonale radzą sobie z organizacją czasu. Zawsze starają się znaleźć po koncertach czas dla swoich fanów, choć nie zawsze jest to łatwe. O kim mowa? O Sławomirze i Kajrze, najciekawszej parze polskiej sceny muzycznej i aktorskiej. Z gwiazdą rock polo Sławomirem rozmawia Ewelina Zdancewicz-Pękala.

Źródło: Sławomir/Facebook


Showbiznesodkuchni: — Obecnie ciągle z Kajrą jesteście w trasie – wykonujecie nawet po dwa koncerty dziennie. Jak wytrzymujecie takie tempo?
Sławomir: — Cześć tu Sławomir. Granie koncertów na żywo przed tak ogromną publicznością wymaga doskonałej formy i dobrej energii. Żyjmy teraz jak sportowcy. Całkowicie odstawiłem alkohol i staram się wysypiać, jeśli tylko jest taka szansa. W trudach trasy koncertowej bardzo pomaga nam nasz prywatny ochroniarz, który bardzo o nas dba. Suplementujemy też naszą dietę w minerały, które tracimy podczas koncertów.