niedziela, 21 lutego 2016

Wywiad z Maciejem Zakliczyńskim

Witajcie. Za chwilkę przedstawię Wam mojego gościa. Tymczasem z powodu debiutu muzycznego moich podopiecznych nie mam chwili wytchnienia, dlatego Maja Maksym studentka dziennikarstwa przygotowała mi pytania dla mojego dzisiejszego rozmówcy, kilka pytań jest ode mnie, by uzupełnić tę rozmowę. Z Maćkiem znam się około 10 lat. Po tym okresie mogę śmiało napisać, że wcale się nie zmienił nadal jest serdecznym kolegą z którym można porozmawiać na każdy temat. Często pytacie mnie o osoby, które na co dzień pracują z osobami publicznymi czy się zmieniają podczas obcowania ze znanymi ludźmi, Maciej pracował podczas programu: "Tańca z Gwiazdami" z największymi Gwiazdami jest nadal skromnym, może, aż za skromnym, miłym pokornym człowiekiem;) Podobno pokora cechą NAJWIĘKSZYCH, także tak...HA ;)

Maciej Zakliczyński, choreograf znany z popularnych telewizyjnych programów takich jak Taniec z Gwiazdami, czy YCD obecnie już po raz 14 przygotowuje pary do kolejnej edycji tanecznego show, po raz 5 w telewizji Polsat. Z wykształcenia kulturoznawca i teatrolog niezmiennie współpracuje z teatrami w Polsce i zagranicą zarówno jako choreograf jak i autor scenariuszy i reżyser. Uwielbia podróże, fotografię, literaturę i sztukę. W niedługim czasie wyda drugą książkę artystyczną. Na co dzień prowadzi Agencję Artystyczną .NOVARTE, od ponad dekady aktywną w show-biznesie.

Londyn 2015, fot. Kasia Przybyło


Julia: Co sądzisz o polskim show-biznesie?
Maciej: Pytanie jak strzał armatni. Cóż, zastanawiam się od czego zacząć. Czasy są bardzo interesujące pod każdym względem. Wszystko zmienia się w zastraszającym tempie. Dzisiejsza nowość jutro będzie przestarzała, informacja w dzisiejszym dzienniku zalana wodospadem kolejnych doniesień, ale mimo wszystko nie przepadnie na zawsze, bo mamy Internet, dyski twarde, chmury. Show-biznesu nie chcę opisywać, bo jaki pan taki kram. W Polsce jest podobnie jak na Zachodzie. Setki kanałów telewizyjnych, sieć z YouTubem na czele, Fejs, Insta, Twitt, jak to wszystko ogarnąć? Prasa umiera, ale tabloidy stoją dobrze. Książek prawie nikt nie czyta, kosztują fortunę. Celebryci napędzają rynek plotek, plotki koniunkturę, jest i show i biznes. Tyle, że zbyt często jedynie głupota generuje zyski. Branża kisi się w swoim sosie. Towarzystwo wzajemnej adoracji. Paszporty, Fryderyki, Orły, Lwy, Nike, wszystko powoli traci prestiż, brakuje tu jakości, klasy, ale przede wszystkim kierują nami uprzedzenia. Zbyt wielu z nas temu przyklaskuje, bo z jednej strony chcemy ustalonych zasad i obiektywizmu, a z drugiej pamiętamy, że o gustach się nie dyskutuje i krzywimy się na decyzje jurorów, komisji, publiczności. Ostrożnie oceniam, zawsze pamiętam o tym, ile pracy kosztuje zrobienie czegokolwiek w sztuce. Napisać dramat, wyreżyserować sztukę, zrobić choreografię, napisać książkę, wyprodukować program, wziąć odpowiedzialność za to to bardzo ciężka rzecz. Krytykować, hejtować może dziś każdy bez zastanowienia, incognito, bez konsekwencji. Nie zamierzam temu ulegać, ale równocześnie jestem otwarty i rożne rzeczy mnie inspirują. Uczę się kim są szafiarki, albo otwieram szeroko buzię, kiedy dowiaduję się ile zarabia się na prowadzeniu bloga o sukniach ślubnych. Nie wściekam się, podziwiam, może odrobinę zazdroszczę robiąc dobra minę do złej gry. Chcę i będę robić swoje, bo najważniejsze dla mnie to być w zgodzie z sobą. Jeśli ktoś prowadzi blog o masażu prostaty, albo zarabia na bywaniu na premierach, stylizowaniu yorków, lub robi cokolwiek innego i żyje z tego, a w dodatku nie krzywdzi nikogo to czy można to negować? Biznes się kręci, jeszcze parę fotek, kanał video, fanpage i będzie show. Od lat pracuję w programie rozrywkowym, ale zawsze staramy się, aby był na wysokim poziomie. Ani w realizatorach ani w uczestnikach nie ma przyzwolenia na tandetę, nawet jeśli z nią stereotypowo kojarzy się taniec towarzyski. Tu liczą się emocje, ciężka praca i wyjątkowa oprawa, a to kwintesencja show-biznesu.

Julia: Ulubiona para?
Maciej: Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie lubię mówić o parach z Tańca z Gwiazdami. Cały czas spotykam w programie cudownych ludzi, każdy to niepowtarzalna osobowość. I nie może być inaczej, to i ich charakter, talent i charyzma stanowi o tym, że są wyjątkowi. Oczywiście są miedzy nimi tacy, którzy na zawsze pozostaną w moim życiu, ale to naturalne. Mówiąc kolokwialnie, od razu mieliśmy "wspólny przelot". Przyjaźnimy się do dziś. Bardzo to sobie cenię.

Julia: W kulisach mówi się o Tobie, że krzyczysz kiedy ktoś nie rozumie o co Tobie chodzi na scenie. Czy to jest Twój sposób na dotarcie do danej osoby czy masz po prostu taki charakter i jesteś nerwusem?
Maciej: Żartujesz! Znasz mnie i wiesz, że nie lubię przemocy. Rzadko podnoszę głos i na pewno nie wtedy, gdy ktoś nie rozumie, o co mi chodzi. Wtedy próbuję znaleźć sposób, aby do niego dotrzeć bez wrzasków i rękoczynów. W pracy uchodzę za siłę spokoju i mam niewyczerpalną cierpliwość. Do aktorów podchodzę indywidualnie. Niektórych to dziwi, że za każdym razem wbiegam na scenę i dyskretnie wypowiadam uwagi, niemal do ucha aktora. Na treningach, próbach, warsztatach potrafię utrzymać dyscyplinę i wiem, jak to robić nie krzycząc.

Londyn 2015, fot. Kasia Przybyło


Maja: Co urzekło Pana w tańcu, że postanowił Pan akurat jemu się poświęcić?
Maciej: Nie postrzegam siebie, jako kogoś kto dla tańca musiał coś poświęcić, czyli stracić, aby zyskać. Taniec był, jest i będzie wokół mnie zawsze. Traktuję go jak tlen, potrzebuję go do życia. Poza tym gdy staje się materialny najczęściej jest piękny. Odpowiadając na Twoje pytanie mam problem, bo czy nie powinniśmy najpierw powiedzieć sobie, co to jest taniec, skoro potrafi urzekać i wymagać poświęceń? Chociaż może lepiej nie zaglądać w studnię bez dna. Ilu ludzi tyle definicji tańca. Jedno jest pewne: taniec ma moc i tę moc daje.

Maja: Jak wspomina Pan swoje początki taneczne?
Maciej: Gdy byłem dzieckiem muzyka powodowała, że chciałem ciągle poruszać się w jej rytm. Odkąd pamiętam był moim indywidualnym sposobem na wyrażenie siebie i porozumiewanie się ze światem. Co prawda szybko nauczyłem się mówić, czytać i pisać, ale w dzieciństwie słowa wyrażały jedynie myśli, szybko i konkretnie. Gdy w grę wchodziły emocje i uczucia zamykałem usta i tańcem wyrzucałem je z siebie. Jestem bilingwalny. W jednym zdaniu potrafię użyć obu. Zacząć słowem skończyć gestem. W sumie to nic wyjątkowego, spójrz jak ludzie wysyłają kogoś do diabła pokazując mu na końcu zdania środkowy palec. Taniec codzienności. Jeśli chodzi natomiast o, używając terminu biznesowego "ścieżkę kariery" to była dość nietypowa. Dość szybko przeszedłem na zawodowstwo, tańczyłem amatorsko tylko 10 lat i to bez znaczących sukcesów. Te nadeszły, gdy byłem trenerem. Spod mojej ręki wyszła prawdziwa gwardia wybitnych tancerzy. Dziś to oni zdobywają tytuły mistrzowskie, są trenerami i sędziami. Ja od tańca turniejowego/sportowego odszedłem z końcem minionego roku. Dokładnie po 30 latach.

Maja: Czy rodzice wspierali Pana w tanecznej pasji czy mieli inny pomysł na Pana przyszłość?
Maciej: Rodzice wspierali mnie zawsze i w każdej sytuacji. To poparcie każdej mojej decyzji nauczyło mnie odpowiedzialności za moje czyny. Równocześnie ze świadomością ciała w tańcu nabierałem świadomości, że w życiu oprócz zdrowia, miłości i przyjaźni najważniejsza jest uczciwość, cierpliwość/pracowitość i pokora. Bez nich żadna pasja nie przetrwa długo. Te wartości wyniosłem z domu. Co się tyczy drugiej części Twojego pytania, to oczywiście moi rodzice mieli parę pomysłów, ale wynikały one z mojej inicjatywy. Przygotowywałem się do szkoły teatralnej i na prawo. Nie przystąpiłem do egzaminów, chociaż złożyłem papiery. Po maturze wyjechałem tańczyć za granicą. Rodzice byli zaniepokojeni moją decyzją, ale wspierali mnie z całych sił. Gdy wróciłem zdobyłem dyplom nauczyciela tańca na studiach w Warszawie, a na UŚ w Katowicach obroniłem magisterium z kulturoznawstwa/teatrologii. Są ze mnie dumni.

fot. Aga Taukert


Maja: Jest Pan choreografem teatralnym jak i „Tańca z gwiazdami”. Większym wyzwaniem jest układanie choreografii do spektaklu czy do programu rozrywkowego?
Maciej: To dwie różne materie, ale jak to z tańcem bywa przenikają się wzajemnie. Taniec z Gwiazdami to specyficzny, bardzo trudny format i pod względem realizacji telewizyjnej, jak i samych treningów przygotowawczych. Wymaga profesjonalizmu na każdej płaszczyźnie i bez wątpienia jest wyzwaniem, zwłaszcza, że w każdej kolejnej edycji chcemy być jeszcze lepsi, oryginalniejsi, nowocześni. Choreografie bywają rożne, w zależności od okoliczności: od zestawienia pary, stylu tańca, repertuaru, energii jaka za tym wszystkim idzie, dnia i godziny. Moim zadaniem jest zrobić wszystko, aby Gwiazda czuła się komfortowo i bezpiecznie w trakcie swojego występu. Oczywiście największa odpowiedzialność spoczywa na jej partnerze, ale będąc "trzecim okiem" przeżywam każdy taniec każdej pary jak ojciec występ swojego dziecka na akademii szkolnej czy zawodach sportowych. Teatr to dla mnie świat. Pracując z tancerzami w teatrze eksplorujemy teren, zawsze odkrywamy nowe zaułki, przesuwamy na nim granice naszych wyobrażeń. To pasjonujące. W pracy z aktorami zawsze staram się czerpać z ich naturalności, doświadczenia i potrzeb. Mam swój własny warsztat pracy, z którym zapoznaję zespół na początku prób, a potem we współpracy z reżyserem tworzę ruch sceniczny, będący dla nich analogiczną akcją dramaturgiczną, drugą, po warstwie słowa mapę działań. Praca w teatrze mnie uzależnia, ciągle o niej myślę, zapisuję pomysły, czasami nagrywam. Kocham to.

Maja: Czy to prawda, że nie lubi Pan tańczyć na weselach? Dlaczego?
Maciej: Cóż, to anegdota. Na większości wesel wszyscy oczekują, że potańczą z zawodowym tancerzem i dziwią się, kiedy jestem dość leniwy. Nie chcę czuć się jak w pracy. Czy lekarz na weselach bada gości, wypisuje im recepty? Pewnie zdarza się i tak. Ja również czasami tańczę na weselu, zwłaszcza, gdy nie grają disco polo.

Maja: Co chce Pan przekazać innym przez taniec?
Maciej: Nie mam misji. Nie dzierżę kaganka. Gdy uczę mówię o potrzebie indywidualności, osobistego wyrazu, własnego stylu. Gdy korzystam z języka tańca w pracy na scenie polegam na naturalności, swobodzie, improwizacji.

fot. Karol Szczepaniak


Maja: Co uważa Pan za swój sukces taneczny oprócz zwycięstw i zdobywanych tytułów?
Maciej: Jak wspomniałem wyżej moje skromne tytuły nie dały mi nic ponad doświadczenie i chwilową satysfakcję. Moim sukcesem od lat są sukcesy innych, do których przyłożyłem rękę, zarówno wśród par turniejowych jak i tych w Tańcu z Gwiazdami. Ponadto wszyscy którzy polubili taniec za moim pośrednictwem to mój sukces. Pod koniec minionego roku spektakl taneczny "I move you", który wyreżyserowałem otrzymał nagrodę dziennikarzy na jednym z festiwali. Ta niespodziewana nagroda dała mi do myślenia, że nie zrobiliśmy go tylko dla siebie i że warto robić takie spektakle.

Maja: Uważa Pan, że na naukę tańca nigdy nie jest za późno czy po prostu z tymi zdolnościami trzeba się urodzić i gdy we wczesnych latach ich nie szkolimy, później jest już na to za późno?
Maciej: Taniec każdy ma w sobie od narodzin. To, czy w procesie edukacji nada swoim naturalnym zdolnościom, mniejszym lub większym jakąś specjalizację: klasyczną, jazzową, towarzyską, czy uliczną to inna kwestia. Tańczyć u cioci na imieninach warto i nieważne jak, ile figur i w jakiej ramie, byle na luzie, bez wyrwirączki. Natomiast jeśli uczyć się to tylko w sprawdzonej szkole u wykwalifikowanego dyplomowanego nauczyciela.

Maja: Czy ma Pan swój taneczny autorytet? Kim on jest?
Maciej: Pewnie spodziewasz się, że wymienię teraz mistrzów świata, którzy mnie uczyli. Niestety. Określę to jako mityczne ojcobójstwo, ale całkowicie świadome. Źle ich wspominam w ostatecznym rozrachunku. Nie miałem szczęścia do nauczycieli, byli chciwi i znudzeni. Najcięższą pracę wykonali ci pierwsi, do których trafiłem jako dziecko. Do nich mam wiele szacunku. Mam autorytety, które znam z historii i nagrań. Chwała informatykom za YouTube. Od dziecka uwielbiam Maurice'a Bejarta, Jerome Robbinsa, Boba Fosse'a. Jestem absolutnym wyznawcą kultu Roberta Wilsona i Piny Bausch. Lubię DV8 i Anne Terese de Keersmaeker. Osobiście wdzięczny jestem za możliwość spotkania na swej drodze Leah Stein, Johanessa Wielanda i Pavela Zustiaka. Chcę wspomnieć, że wszystko, czego nauczyłem się o teatrze w praktyce zawdzięczam Agnieszce Korytkowskiej-Mazur, z którą mamy na koncie już kilkanaście wspólnych premier teatralnych.

Maja: Jakie było/jest Pana największe taneczne marzenie i czy się już spełniło?
Maciej: Nie zastanawiałem się nad tym. Działam metodą małych kroków i cieszą mnie drobiazgi. Ale przyznaję, że lubię... duże rzeczy. Myślę, że... Chciałem nadać tańcowi towarzyskiemu status gatunku sztuki scenicznej, teatralnej, jaką ma taniec klasyczny i taniec współczesny i udało mi się to w spektaklu taneczno-aktorskim. Planuję następny.



Maja: Czy czuję się Pan już spełniony w tym co robi czy jeszcze czegoś Panu brakuje do poczucia pełnego spełnienia?
Maciej: To pytanie brzmi, jakbym konał na emeryturze i nadeszła pora na podsumowanie dorobku życia. Cóż, jestem wiecznie niezadowolony i ciągle mi mało i wiem, że tyle jeszcze mogę zrobić i w tylu dziedzinach spróbować swoich sił, itd. Poza tym jest świetnie. Dostrzegam to, co za mną, szanuję to i doceniam. Żyję teraźniejszością. Jestem zadowolony. Bywam szczęśliwy.

Maja: Co inspiruje Pana na co dzień?
Maciej: Życie. To początek i koniec wszystkiego.

Maja: Na zakończenie naszej rozmowy-Czego mogę Panu życzyć?
Maciej: Zdrowia, szczęścia i słodyczy.

Maja: Dziękuję za rozmowę.
Maciej: Dziękuję, wszystkiego dobrego.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozmowa z Markiem Molakiem

Witajcie Kochani, 


Zapraszam Was na wywiad z Markiem Molakiem, którego znają miliony Polaków z serialu "Barwy Szczęścia" emitowanego w TVP2. Marek wydał razem ze swoim zespołem AvA debiutancką płytę "Po drugiej stronie". Premiera płyty w Empikach odbędzie się w 19 lutego. Właśnie sfinalizowałam kontrakt dla zespołu z UNIVERSAL MUSIC co oznacza, że dystrybucją płyty zajmie się wytwórnia. Nie ukrywam, że niezwykle mnie to raduje bo wiele obowiązków mi odejdzie. Pomimo wielkiej miłości jaką pałam do mojej pracy, ulżyło mi... Ha ha. Jestem managerką Marka zespołu... Dziwnie przeprowadza się wywiad ze swoim podopiecznym, dlatego postanowiłam, że przekażę pałeczkę studentce dziennikarstwa Majce Maksym dobrze rokującej, młodej pracowitej dziewczynie. Także Mili moi, gorąco Was zapraszam do rozmowy z Markiem. 
 

MAJA: Od wielu lat grasz jedna z głównych ról w serialu „Barwy szczęścia”, który oglądają miliony ludzi. Jak się z tym czujesz?
MAREK: Wiesz, zaczynałem w tym serialu jako gnojek, miałem sporo czasu na to, żeby oswoić się z myślą o rozpoznawalności itp. Poza tym, niewiele się zmieniło przez ten czas w kwestii mojego podejścia- traktuję to jako pracę, oczywiście przyjemną. A fakt rozpoznawalności przydaje się w urzędzie, bo rozkochane Panie w okienku wydają mi kwity od ręki, a Panie policjantki ograniczają się do upomnienia, pod warunkiem, że się do nich ładnie uśmiechnę.

MAJA: Czy masz jakieś wspólne cechy z granym przez Ciebie Hubertem?
MAREK: Tak, obydwaj lubimy wypić i jesteśmy oszałamiająco przystojni. A tak na poważnie, Hubert jest ok, może trochę wkurza mnie fakt, że daje sobie czasem wchodzić na głowę, poza tym Klara (serialowa żona) zrobiła z niego trochę kapcia, no ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Generalnie Hubert jest dosyć otwarty i kiedy trzeba potrafi się postawić i przyłożyć. Gdyby miał wąsy, pewnie nazywałby się Janusz. Ja mam dosyć podobnie, ale ciężko mi wejść na łeb, bo jestem trochę gamoniem i bywam bezczelny, chociaż patrząc na to z perspektywy czasu - często ratuje mi to dupę, jak kogoś porządnie opieprzysz to potem współpraca lepiej się układa.

MAJA: Do zespołu AvA dołączyłeś, gdy już istniał. Łatwo było Ci się w nim odnaleźć?
MAREK: W zespole AvA był wtedy trudny czas, część składu się wykruszyła i zaczęły się poszukiwania. Ja oczywiście miałem szczęście (jak z resztą często w moim życiu), że poznałem Maćka Tarapacza (perkusistę i cappo di tutti cappi zespołu). Miałem już trochę doświadczenia w kapelach ale były to raczej projekty z pogranicza darcia mordy, tak czy siak on akurat potrzebował wokalisty. Łaziłem za nim, bo podobała mi się ta muza, aż w końcu dla świętego spokoju powiedział, żebym wpadł na próbę. Szybko zaczęliśmy wspólne granie, ale finalna forma materiału wyklarowała się tak na prawdę dopiero po 7 latach. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, wstąpienie do tego zespołu było dla mnie bardzo korzystne nie tylko w aspekcie muzycznym, ale też ukształtowało mnie jako osobę. Z Maćkiem jesteśmy mega przyjaciółmi i wiele mu zawdzięczam. Gdyby nie fakt, że potrafi mnie jako jedyna osoba na świecie (poza moją żoną) sprowadzić do parteru, to pewnie grubo bym sobie w tym zespole poczynał. Nie wyobrażam sobie grania z kimś innym.
 
MAJA: Teksty piosenek i muzykę tworzycie wszyscy razem, ale czy jest jakiś utwór, który skomponowałeś sam od początku do końca to znaczy i tekst i muzykę?
MAREK: hmmmm... Zespół to tak na prawdę maszyna do mielenia pomysłów, każdy wnosi coś od siebie. Nigdy nie napisałem numeru sam w 100 procentach, zdarzało się, że wpadałem na próbę z tekstem i zarysem muzycznym, ale potem zawsze ten szkielet ostro ewoluował. Każdy dodaje coś od siebie, coś się zawsze wyrzuci, coś przerobi.... Na naszej debiutanckiej płycie są 3-4 piosenki, których wymyślanie rozpocząłem ja, a chłopaki doklepali resztę. wyjątkiem jest "Anioł", do którego napisałem tekst i muzę, ale na przestrzeni lat chłopaki i tak zaczęli grać go po swojemu....... Takie z nich " niereformowalne gnojki"
 
MAJA: Który z Waszych kawałków jest Tobie najbliższy?
MAREK: Dobre pytanie. Nie wiem, z każdym z nich wiąże się jakaś historia, każdy dla mnie coś znaczy.


MAJA: Co Ciebie inspiruje podczas wymyślania tekstów?
MAREK: Życie, obserwacje, przemyślenia, czasem sny, czasem filmy, obrazy........ Jest tego trochę, ogólnie jestem dosyć "chłonny" na bodźce zewnętrzne.

MAJA: Widziałam, że na scenie czujesz się jak ryba w wodzie, masz świetny kontakt z publiką- czy śpiewanie sprawia Ci większą przyjemność niż aktorstwo?
MAREK: Mam świetny kontakt z ludźmi, bo jestem zalany. A tak serio, granie jest najważniejsze. Zawsze to podkreślałem. Muza jest moim celem doskonałym, aktorstwo pojawiło się przypadkiem i jest zajebistą sprawą- nie zapominajmy jednak, że przygodę z tą profesją rozpocząłem od ról muzycznych, czyli....... Muza musi być. 
 
MAJA: Czy jest ktoś z kim marzy Ci się duet?
MAREK: Pewnie spodziewasz się, że wymienię jakąś sexowną wokalistkę? No to nie pomyliłaś się, cholernie chciałbym zagrać z Rihanną, bo jest śliczna i niesamowicie zdolna, twórcza. Oczywiście, mógłby to być Iggy Pop, ale pewnie doprowadzilibyśmy się do takiego stanu, że jakiekolwiek wspólne granie mogłoby być trudne.

MAJA: Co sądzisz o showbiznesie,którego jesteś już częścią?
MAREK: Sądzę, że to trudny grunt i trzeba mieć jaja żeby się na nim utrzymać. Widz siedzący przed telewizorem, czy ktoś, kto słucha muzy dostaje produkt finalny i nie zastanawia się ile osób, ile funduszy, ile pracy, wysiłku i wyrzeczeń jest potrzebne, by ten produkt ukończyć. W tym biznesie nie ma miejsca na błędy, jeśli popełni się jeden w nieodpowiednim momencie showbiznes potrafi tego nie wybaczyć, zmielić, zdeptać i wypluć. Trochę jak w dżungli, ale tak jest. To po części wynika z faktu, że jest tu ogromna konkurencja i na twoje, moje, czy kogokolwiek miejsce są miliony chętnych, zdolnych i skłonnych do poświęceń. Trzeba być konsekwentnym. Poza tym, wiesz jak jest, 99 % spraw załatwia się na bankiecie, czy przy innej okazji spotkania z ludźmi z branży, a potem zaczyna się tryb "ręka rękę myje".
MAJA: Dubbingowałeś sporo filmów/seriali- czy było to dla Ciebie cięższe niż gra aktorska na planie?
MAREK: Dubbing to dla mnie miła odskocznia. Robię to od 9 roku życia, więc z uwagi na doświadczenie nie sprawia mi to większego problemu. W dubbingu jednak nagrywam pod obrazek i oryginalną ścieżkę- mam jakiś punkt odniesienia, wiem w którą stronę prowadzić postać. W filmie muszę ją kreować sam.

MAJA: Masz jakieś śmieszne wspomnienie związane z którymś z Twoich koncertów, którym mógłbyś się ze mną i z czytelnikami podzielić?
MAREK: Pamiętam, jak graliśmy plener nad jeziorem w Opolu i co parę minut mieliśmy problemy z prądem. Bartek Zbroszczyk, nasz "główny wioślarz" szykował się właśnie do grania swojego porywającego solo, ja wykrzyczałem przez mikrofon " A teraz moje ulubione solo, przed wami BARTEK ZBROSZCZYK!!!!!!!", Bartek wyszedł na front, pięknie się ustawił do zdjęć i........... siadł prąd.

MAJA: A Twoja największa wpadka związana z muzyką lub aktorstwem?
MAREK: hmmmm..... Chyba jeszcze takiej nie miałem, ale wszystko przede mną. Chociaż nie, pamiętam jak w Teatrze Rozrywki w Chorzowie graliśmy " Przebudzenie Wiosny", w kulminacyjnym momencie spektaklu miałem wyjąć brzytwę i próbować popełnić nią samobójstwo ( tak, wiem, ciężki temat, ale to był XIX wieczny, luterański dramat). Wychodzę więc na scenę, gram swoje dialogi, sięgam do kieszeni po brzytwę..... a brzytwy nie ma. Pamiętam, że z nerwów zachciało mi się do klopa, wiesz, w teatrze jak popełnisz taki błąd to już po tobie. Ale jakoś wybrnąłem
 
MAJA: Niedługo można będzie kupić Waszą płytę. Jakbyś ją zareklamował w kilku słowach tak żeby czytelnik pomyślał „o kurde, muszę ją mieć!”?
MAREK: Powiedział bym mu "Stary, kurde, musisz ją mieć, bo to zajebista jazda bez trzymanki, urwie Ci tyłek!!!"

MAJA: Macie już zaplanowane najbliższe koncerty? Gdzie nasi czytelnicy będą mogli Was posłuchać?
MAREK: Zbliża się sezon, grania będzie sporo - wszelkie informacje można znaleźć na naszym profilu na Facebooku. Tak, specjalnie nie wymienię dat, żeby czytelnik tam zajrzał- jest tam sporo ciekawostek o bandzie


video

MAJA: Co w życiu sprawia Ci największą radość?
MAREK: Muzyka, moja rodzina, oglądanie sportów walki, moje treningi i jedzenie kababa.

MAJA: Trenowałeś mieszane sztuki walki- czy wśród tylu zajęć znajdujesz jeszcze czas na nie?
MAREK: O proszę, przygotowałaś się. Baaaardzo rzadko wpadam na treningi, czasem potłukę się trochę z Maćkiem ( w końcu otarł się on o zawodową karierę bokserską, ma też klasę mistrzowską jako pięściarz). Wiesz, ja nigdy nie robiłem tego zawodniczo, raczej dla siebie. Dalej jestem jednak pasjonatem tematu, staram się nie wypadać z formy, trenuję sporo na siłowni i sam pracuję jako trener personalny. Polecam sporty walki każdemu, bo uczą szybkiego myślenia i pokory, samodyscypliny. Poza tym, jak raz dostaniesz mocno w gębę, to przekonujesz się, że nie jesteś ze szkła i stajesz się odważniejszy.

MAJA: Masz tyle pasji i pracy- gdzie w tym wszystkim czas dla rodziny?
MAREK: Jak mawiał Vito Corleone " Rodzina, jest najważniejsza". Zawsze. Zabiłbym za nich w najbardziej bestialski sposób, bez wyrzutów sumienia. A potem chłopaki z kapeli wysyłali by mi do paki paczki z fajkami i kawą
 
MAJA: Czego mogę Ci życzyć?
MAREK: Chyba zrealizowania wszystkich planów w stu procentach, zdrowia, kupy kasy- bo marzy mi się porsche- będę w nim trenował zimny łokieć, cierpliwości do tych zjebanych gamoni z kapeli (Oni i tak wiedzą, że ich kocham). 
MAJA: Tak więc tego Ci życzę i mam nadzieję, że do zobaczenia na koncertach. Dziękuję za rozmowę
MAREK: Dzięki również i wszystkiego dobrego.

niedziela, 12 lipca 2015

Stan Borys - ikona polskiej muzyki (Wywiad Wideo)

Kochani, ponieważ otrzymywałam od Was bardzo dużo wiadomości z prośbą bym nakręciła wywiad kamerowy, takowy prezent ode mnie otrzymujecie! Stan Borys - ikona polskiej muzyki. Człowiek o wielu pasjach, optymistyczny, który swoją codziennością, o której nam trochę opowiedział, daje świetny przykład! Zapraszam do oglądania!


Stan Borys, Wywiad, Część 1


Stan Borys, Wywiad, Część 2