niedziela, 26 sierpnia 2018

American dream możliwy jest też w ojczyźnie [wywiad ze Sławomirem]


Żyją w trasie i grają nawet po dwa koncerty dziennie. Ich kalendarz zaplanowany jest na kilka miesięcy w przód, ale doskonale radzą sobie z organizacją czasu. Zawsze starają się znaleźć po koncertach czas dla swoich fanów, choć nie zawsze jest to łatwe. O kim mowa? O Sławomirze i Kajrze, najciekawszej parze polskiej sceny muzycznej i aktorskiej. Z gwiazdą rock polo Sławomirem rozmawia Ewelina Zdancewicz-Pękala.

Źródło: Sławomir/Facebook


Showbiznesodkuchni: — Obecnie ciągle z Kajrą jesteście w trasie – wykonujecie nawet po dwa koncerty dziennie. Jak wytrzymujecie takie tempo?
Sławomir: — Cześć tu Sławomir. Granie koncertów na żywo przed tak ogromną publicznością wymaga doskonałej formy i dobrej energii. Żyjmy teraz jak sportowcy. Całkowicie odstawiłem alkohol i staram się wysypiać, jeśli tylko jest taka szansa. W trudach trasy koncertowej bardzo pomaga nam nasz prywatny ochroniarz, który bardzo o nas dba. Suplementujemy też naszą dietę w minerały, które tracimy podczas koncertów.



A w jaki sposób łączycie wszystkie zobowiązania (w tym aktorskie) z koncertami i życiem rodzinnym?
Nasz kalendarz jest zaplanowany do maja przyszłego roku. Są w nim oczywiście dni na sprawy rodzinne i nasze małe święta. Wszystko da się pogodzić, tylko trzeba dobrze zarządzać czasem i mieć samodyscyplinę. Jednak nie jesteśmy niewolnikami kalendarza. Jeśli coś się wydarza to zmieniamy go na bieżąco. Bardzo pomaga mi we wszystkim żona, która świetnie organizuje czas. Jak każe mi coś robić, to po prostu robię. Kiedyś dopytywałem, negocjowałem - teraz wiem, że nie ma to sensu. Szkoda czasu - kobiety po prostu są bardziej poukładane i przewidujące.


Pewnie jesteś zmęczony tempem, z jakim zaczęło się wszystko rozwijać po „Miłości w Zakopanem”. Macie z Kajrą jakieś sposoby na zmęczenie – zwłaszcza kiedy jeden koncert się skończył, a zaraz trzeba jechać na kolejny?
Moim małym sekretem jest łóżko w busie, z którego korzystam jak tylko się da. Pomiędzy jednym a drugim koncertem zawsze można się chwilę przespać. To najlepiej działa na głos i regeneruje siły. Dużo energii dostajemy też od fanów na koncercie. Pamiętam taki występ nad morzem, gdzie po przejechaniu 800 km dostałem taką cudowną energię od ludzi, że zapomniałem o całym zmęczeniu i razem pofrunęliśmy w muzyczny świat Rock Polo.


Zaczęliście już podróżować na koncerty helikopterem, żeby się wyrabiać?
Nie jest to codzienność, ale zdarzają się takie koncerty, gdzie helikopter bardzo się przydaje. Skraca to czas podróży do minimum i jest chwila na odpoczynek przed występem. Wolę jednak naszego busa koncertowego, chociaż widoki z helikoptera są przepiękne.


Jak takie życie w trasie wpływa na kreatywność przy wymyślaniu nowych utworów i teledysków – pomaga czy przeszkadza? Kiedy zazwyczaj wpadacie na pomysły i jak wygląda proces powstawania nowego utworu – zapewne są długie dyskusje między wami?
Nigdy nie komponuje nowych piosenek, jeśli jestem zmęczony. One zawsze przychodzą same, kiedy jestem wypoczęty i w dobrym nastroju. Podczas tak intensywnej trasy koncertowej nie ma mowy o nagrywaniu nowych utworów. Na szczęście nowy materiał już na nas czeka i myślę, że na jesieni wejdziemy z naszymi muzykami do studia. Inspiracją do piosenek zawsze jest dla mnie moja żona. Potrafi mnie odpowiednio zdenerwować albo rozśmieszyć. Mamy dużo przygód w trasie. Naprawdę jest o czym pisać…


Źródło: Sławomir/Facebook


Oprócz kariery muzycznej ważną częścią waszego życia jest aktorstwo. Trudniej jest być na scenie jako aktor czy jako wokalista? Da się to porównać?
To trochę dwa różne światy. Łączy je kontakt z widzem i ta chwila spotkania na scenie czy estradzie. Pracując jako muzycy jesteśmy bardzo dopieszczeni. Mamy piękne garderoby, sztab ludzi, apartamenty w hotelach. Jeżdżąc ze spektaklem teatralnym, nie ma takiego luksusu, ale są za to koledzy na scenie. Ciężar spektaklu rozkłada się na całą obsadę. Podczas koncertu już tak nie jest.


Obecnie to wy możecie przebierać w rolach, na początku kariery trzeba to jednak wywalczyć. Jak wspominacie swoje aktorskie początki?
Im większy sukces osiąga nasz projekt muzyczny, tym ciekawsze propozycje aktorskie otrzymujemy. To się pięknie uzupełnia. Praca początkującego aktora polega przede wszystkim na szukaniu pracy. Jeśli już się pracuje, to jest to nagroda właśnie za ten trud. Etap chodzenia na castingi i pukania do drzwi mamy już za sobą. Było to trudne. Czasem niesprawiedliwe. Ale prawda jest taka, że najważniejszą role daje się sobie samemu. Teraz pracujemy tylko na własnych zasadach i w duecie - bo to się sprawdza i przynosi największe sukcesy i radość.


Jakie były początki waszego wspólnego projektu muzycznego?
To była decyzja o nagraniu pierwszej piosenki i produkcji teledysku. Wszystko za własne pieniądze, uciułane w USA. Odważyliśmy się i postanowiliśmy to zrobić na najwyższym możliwym poziomie i z najlepszą, wymarzoną obsadą. To dało projektowi fantastyczny start. W trzy miesiące po premierze teledysku do piosenki „Megiera” zostaliśmy zaproszeni do Opery Leśnej na Sopot Hit Festiwal, gdzie wystąpiliśmy już jako gwiazda. American Dream możliwy jest też w ojczyźnie.


Czy spodziewaliście się, że ten projekt tak mocno „chwyci” - do tego stopnia, że w czasie waszych koncertów korkują się miasta?
Kajra od początku wiedziała, ja czułem, że będzie dobrze. Inaczej nie ma sensu robić własnych rzeczy. Skala tego sukcesu na pewno jest imponująca. Czasami organizatorzy nie zdają sobie sprawy, że zapraszając Sławomira na koncert muszą się przygotować na takie tłumy. Fani w Rudzie Śląskiej potrafili sforsować ogrodzenia, a jeden z klubowych koncertów w Łodzi musieliśmy przerwać, ponieważ od ilości tańczących ludzi zaczął się uginać strop.


Jak pracuje się razem małżeństwu? Bywają między wami konflikty na tle pracy?
Odkąd połączyliśmy zawodowo nasze drogi osiągamy największe sukcesy. Znamy się z Kajrą od dawna i wiele rzeczy i spraw załatwiamy bez słów. Wiem, że mam obok siebie kogoś, kto mnie kocha i chce dobrze. To bardzo pomaga w niebezpiecznym świecie szołbiznesu.


Pewnie macie już dość tego pytania, ale każdy zastanawia się, jakim cudem osiągacie taką harmonię, przebywając cały czas razem – jaki jest wasz przepis na dobry związek?
My się po prostu lubimy i przyjaźnimy. Ufamy sobie i to jest podstawa.


Jesteście mocno rozpoznawalni. W jakich sytuacjach jest to uciążliwe?
Na pewno w tym momentach, kiedy jestem z rodziną i chcę po prostu cieszyć się tym czasem. Jem i ktoś koniecznie w tym momencie chce zdjęcie. Ale to jest naturalna konsekwencja tego co robimy i cena sukcesu. Nie narzekam. Wszystko co mamy zawdzięczamy ludziom. Oni nas słuchają, kupują płyty, przychodzą na koncerty. Staram się tylko, aby te spotkania z fanami były na naszych zasadach. Na razie się to udaje.


A jest coś w show-biznesie, co was wyjątkowo drażni?
Nie. Nic mnie nie dziwi. Jesteśmy bardzo zapracowani i koncentrujemy się na swoich zadaniach. Media wymyślają różne historie, śmieszne sensacje. Nie my pierwsi to przechodzimy. Śmieszy mnie, jak nas wrzucają nas do jednego worka z disco polo, bo im się Sławomir nie może zmieścić w żadnej szufladce. A różnica jest ogromna. My zawsze gramy na żywo z zawodowymi muzykami. Mamy swoją ekipę od nagłośnienia, oświetlenia i techniki scenicznej. A na koncertach nie rzucamy w ludzi płytami, bo nasza płyta jest bardzo dobra.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz