czwartek, 29 listopada 2018

Ewa May o inspiracji, dawaniu za dużo i toksycznych wpływach [WYWIAD]

Ewa May to autorka metody LFT (Life Field Therapy), znanej w Polsce pod nazwą Uzdrawianie w Hologramie Pola Życia (HPŻ). To także życiowy i duchowy coach, inspiratorka rozwoju osobistego, która zmieniła już życie wielu osób. W najnowszym wywiadzie opowiada o stworzonej przez siebie metodzie, docieraniu do prawdziwej wersji siebie i uwalnianiu się z toksycznych relacji i przekonań.



Rozmawiamy dzisiaj tuż przed pani webinarem „Jak być sobą w pełni mocy – techniki ochronne”. Jak sama nazwa wskazuje zaprezentuje pani w nim m. in. techniki ochronne przed toksycznym wpływem. Mają się też pojawić narzędzia LTF coachingu, dlatego myślę, że warto zacząć od tego, czym jest metoda LFT?
LFT to skrót od Life Field Therapy, czyli terapii, coachingu i uzdrawiania w hologramie pola życia. Jest to nowoczesny life coaching połączony z uzdrawianiem, transformacją w pamięci pola energii, hologramu pola życia, w którym człowiek żyje w środku. Nazwa angielska tej metody została przeze mnie stworzona na potrzeby klientów angielsko-języcznych, ponieważ mieszkam i prowadzę firmę life coachingową w zachodniej Australii. Metoda LFT została uznana i zarejestrowana w międzynarodowej asocjacji terapii komplementarnych IICT.


Jak dokładnie działa ta metoda?
Zacznijmy od tego, że aby zrozumieć, jak przebiega proces uzdrawiania czy pozytywnej transformacji w metodzie LFT, trzeba najpierw zrozumieć koncept hologramu pola życia (HPŻ). A to dlatego, że w tym obszarze dokonuje się transformacja według metody LFT. Dopiero ta transformacja w pamięci pola dokonuje zmiany matryc w podświadomości, w reakcjach, mentalności, postawie życiowej, w cechach osobowości.

Co kryje się pod pojęciem hologram pola życia HPŻ?
HPŻ jest to więcej niż aura człowieka. Jest to przestrzeń lub inaczej mówiąc kula energii w środku której żyje człowiek. Zawiera ona szczegółowe informacje o człowieku. Ma w sobie pamięć wszelkich zaistniałych zdarzeń z przeszłości – również tych z poprzednich wcieleń. To tzw. „ślady pamięciowe”. Osoba nosi tę przestrzeń energii i informacji zawsze ze sobą i wzbogaca ją o nowe zapisy każdego dnia. Można powiedzieć, że jest to w dużej mierze przestrzeń podświadomości człowieka, która nie jest umiejscowiona gdzieś w głowie czy tylko w pamięci komórkowej ciała, ale też poza ciałem. Zapisy pamięciowe oraz programy i matryce determinujące zachowania, cechy i wybory człowieka, znajdują się w obrębie pola HPŻ.

Jak dotrzeć do własnych zapisów pamięciowych?
Można do nich sięgać podczas sesji LFT Coachingu, będąc w tzw Stanie Centrum. W ten stan osoba wchodzi z pomocą LFT Coacha. Jest stan głębokiego relaksu i połączenia z całą przestrzenią informacyjną HPŻ hologramu pola życia.


W jakim celu docieramy do zapisów pamięciowych HPŻ?
Żeby odkrywać przyczyny traum, toksycznych nawyków, związków, toksycznych matryc. Także po to, żeby zmieniać emocjonalne podłoże tych zapisów w trakcie LFT Coachingu. A to ma wpływ z kolei na zmianę zachowań i nawyków w chwili Tu i Teraz i na Przyszłość.
Okazuje się, że zapisy śladów pamięciowych, sytuacji będących przyczyną traum czy toksycznych matryc, znajdują się w różnych miejscach w przestrzeni hologramu pola życia. Rozmieszczone są wokół człowieka w obrębie tego pola, jak w holograficznym 3D kinie w formie kuli, w którym widz i jednocześnie twórca filmu znajduje się w centrum.


Czy to jest wszystko, co znajduje się w HPŻ?
Hologram pola życia zawiera również różne warianty przyszłości człowieka, potencjalne wersje jeszcze nie wybrane. W LFT Coachingu poruszamy się po liniach czasu - do przeszłości i do przyszłości. Rozpoznajemy te zapisy, uzdrawiamy i przekształcamy matryce i zapisy toksyczne oraz instalujemy potem zdrowe zapisy w teraźniejszości. Wyznaczamy też kierunki-cele na przyszłość.
Do tego jeszcze ważne jest wiedzieć, że w obrębie tej kuli energii, informacji i pamięci HPŻ człowiek jest połączony ze wszystkimi ludźmi, miejscami i okolicznościami dziejącymi się w chwili TERAZ w jego życiu. Blisko czy daleko - jest połączony ze swoją przeszłością, a także z przyszłością. Jest połączony permanentnie w dzień i w nocy. I te wszystkie połączenia mają na człowieka wpływ. Często negatywny. Ponieważ wpływają na nas nastroje, stany, obce myśli innych ludzi.


Na co dokładnie wpływają te połączenia?
Wpływają na nasze stany, myśli, emocje, reakcje, wybory, cechy. Gdy człowiek nie radzi sobie z tym toksycznym wpływem trafia do terapeuty, life coacha lub do uzdrowiciela.


Jest pani osobą, która pomaga właśnie w takich sytuacjach...
W trakcie LFT Coachingu uczę daną osobę co ma zrobić, żeby rozpoznawać te toksyczne, obce wpływy. Potem wspólnie je zmieniamy lub usuwamy. Ta osoba przechodzi trening, którego celem jest, żeby to ona sama miała wpływ na zapisy, matryce hologramu pola życia i na te połączenia. Żeby umiała zarządzać osobistym HPŻ. I żeby umiała utrzymać stan tzw. silnej autentycznej tożsamości „Kim Jestem Ja”.

Jakie narzędzia wykorzystuje pani w pracy z osobami, które potrzebują wsparcia w walce z toksycznym wpływem?
Podstawowym narzędziem LFT Coachingu i wszelkiej pozytywnej zmiany jest praktyka mindfulness Stan Centrum. To praktyka medytacyjno- oddechowa. Człowiek dochodzi do stanu Theta i do kontaktu z zasobami podświadomości, z zawartością HPŻ oraz z Wyższą Jaźnią. Jest prowadzony mądrością serca, intuicją oraz aktywuje esencję pozytywną, czyli Światło w człowieku.


Gdyby miała pani wytłumaczyć to osobom, które nie znają tej praktyki - to jakimi słowami opisałaby pani jej działanie?
W efekcie tej praktyki w ok 30. minut człowiek przechodzi ze stanu zagubienia, strachu, stresu, depresji, zmęczenia, agresji, niskiego poczucia wartości - do stanu głębokiego spokoju, równowagi emocjonalnej, świadomości tego, kim jest, siły, odwagi, asertywności, wysokiego poziomu energii, głębokiego intuicyjnego wglądu, do świadomości najlepszych wyborów i kierunków życiowych. Wchodzi w tzw. Stan Charyzmatyczny. Okazuje się, że w tym stanie świadomości można nie tylko mieć wgląd w HPŻ oraz przeprowadzać zmiany zapisów, ale i kształtować najlepszą wybraną wersję siebie. A podświadomość, umysł i ego są wtedy posłuszne postanowieniom, wyborom człowieka w Stanie Centrum. Taki proces jest skuteczny.


Czy ten stan utrzymuje się przez dłuższy czas?
Tak. W tym procesie następuje aktywacja optymalnej wersji człowieka, a przy tym eliminowany jest stres, strach, zagubienie, niepewność, pomieszanie i słabość. Wszystkim, którzy korzystają z mojej pomocy daję narzędzia, które pozwalają utrzymać ten stan na długo. Czyli również wtedy, gdy osoba wyjdzie ode mnie z gabinetu czy rozłączy się z kontaktu on-line (prowadzę również sesje Skype lub przez Messengera) i pójdzie do pracy czy na trudną rozmowę do domu. Każdy dostaje narzędzia jak wracać do tego stanu każdego dnia. Efekty są niebywałe.


Jaki jest pierwszy krok do wyjścia z chaosu mentalnego i niemocy?
Praca z oddechem. To jest najważniejsze. Zmiana jego rytmu, żeby uspokoić myśli i emocje, rozluźnić ciało. Gdy zmieniamy świadomie rytm oddechu na pogłębiony, z wydłużonym wydechem i rozluźniamy ciało na wydechu, to już po 1 minucie pozytywny rezultat jest gwarantowany.


Kiedy zaczęłyśmy naszą rozmowę, wspomniałam o zbliżającym się webinarze. Do kogo są kierowane organizowane przez panią spotkania online?
Moje webinary, czyli szkolenia life coachingowe online na żywo przez internet oraz cyklicznie prowadzone na żywo przez facebook medytacje mindfulness Stan Centrum z inspiracjami są kierowane do ludzi, którzy pragną pozytywnej zmiany osobistej i zawodowej. Tych, którzy pragną się rozwijać, zostać zainspirowanymi. Ale też do tych, którzy pragną się wyciszyć i odprężyć, znaleźć odpowiedzi na swoje pytania albo po prostu chcą się nauczyć czegoś nowego.

12 listopada wystartował pani specjalny cykl szkoleniowy dla kobiet pt. „Gdy dajesz za dużo i kochasz za bardzo”. Domyślam się, że inspiracją do tego tematu była skłonność kobiet do brania wszystkiego na siebie?
Ten nowy cykl szkoleniowy-webinarowy i cykl sesji dla kobiet wystartował teraz w nowym sezonie szkoleniowym, ale tak naprawdę został zainicjowany już w marcu 2018 webinarami, sesjami, a potem warsztatami w Polsce, które odbyły się latem. Tematem wiodącym jest: „Gdy dajesz za dużo i kochasz za bardzo – odzyskiwanie siebie”. Inspiracją do stworzenia specyficznie takiego programu była ogromna liczba kobiet trafiających do mnie na sesje i warsztaty z tym samym, powtarzającym się w identyczny sposób problemem.


— Czy ten problem to: Zrobię wszystko sama”, „zostaw, ja to zrobię najlepiej”, „przecież dam radę”?
Tak. Wygląda na to, że wiele kobiet jest uwikłanych hipnotycznie w matrycę brania na siebie za dużo w relacjach, w pracy, w domu. Jest to także pokutująca w nas kobietach matryca rodowa, pokoleniowa, przenoszona z babki na matkę, potem na córkę. To jest globalny problem kobiet. Ja też długo nie byłam od tego wolna! Do momentu, aż znalazłam sposoby jak można się z tego wyzwolić bez uszczerbku dla rodziny i spraw koniecznych. Program masowy i powielający się jak zdarta płyta. Tak silny, że nawet kobiety pracujące nad sobą, a nawet zawodowe life coache (takie panie też trafiają do mnie na sesje) nie mogły się z niego wyzwolić. Znalazłam sposób, który nazywam „odwykiem od dawania za dużo i brania na siebie zbyt wiele”. Odwyk ten, specjalny trening LFT okazał się bardzo skuteczny. Kobiety nazwały go „odzyskiwaniem siebie”.


Czy jest pani w stanie powiedzieć, ile kobiet ma problem z braniem na siebie za dużo?
Hmm… jak wiele kobiet, które trafiają do mnie, ma z tym problem? Wszystkie. Niezależnie z czym do mnie początkowo przychodzą.


To wręcz nie do wyobrażenia...
—… a jeśli nawet myślą, że nie mają z tym problemu, ponieważ są np. szefami w pracy czy w domu, wystarczy zadać im kilka zręcznych pytań. Po to, żeby okazało się, że taka pani co już myślała, że to oni są na służbie u niej, a nie ona u nich… że ona jednak gdzieś dedykuje się ponad siły. Z typowym dla tego toksycznego programu „niepozwalaniem sobie wystarczająco na czas dla siebie”. I już kwalifikuje się na „odwyk” od dawania- robienia za dużo.


Co jest celem takiego odwyku?
Najprościej mówiąc celem jest wprowadzenie równowagi w swoje życie, żeby nie wypalić się przedwcześnie. I żeby nie żyć w stanie rozgoryczenia - jak bardzo ona się poświęciła…. a oni tego nie docenili. Nie tędy droga.


Skąd w nas, kobietach ta skłonność do poświęcania siebie dla innych?
Myślę, że to jest historia sięgająca bardzo daleko w przeszłość. Tradycje, przekazy, wzorce, role żeńskie w rodzinie, w społeczności. Od dawien dawna przekazywane w genach z pokolenia na pokolenie. Mam wrażenie także, że korzenie takiej skłonności kobiet do poświęcania siebie dla innych, tkwią także w naturalnej predyspozycji kobiety. „Ona może dużo”, „może wiele naraz zrobić”, „ona może ogarnąć”, „ona musi ogarnąć dzieci, ich wychowanie, rodzinę, jedzenie, dom, inne prace - jednocześnie”. Kobieta została wyposażona w niezwykłą wytrzymałość psychiczną i fizyczną. W zsynchronizowany naturalnie mózg, który potrafi zajmować się wieloma czynnościami (jednocześnie) w tym samym czasie i to logistycznie ogarniać i zapamiętywać.

A także została wyposażona w empatię, wrażliwość i naturalne instynkty opiekuńcze, którymi mogłaby obdzielić cały sierociniec, a nie tylko własne dzieci i rodzinę. A więc rodzi dzieci i je wychowuje, i jeszcze prowadzi dom, i jeszcze swoją firmę, i jeszcze mężowi pomaga prowadzić jego firmę. A do tego jeszcze jest terapeutą dla rodziny, kucharką, sprzątaczką, praczką i osobą, która załatwia sprawy w urzędach. I gdy wreszcie jakimś cudem pozwoli sobie na wyjazd czy na spa czy na dzień koleżanką - to na zapas przygotowuje im jedzenie w lodówce i martwi się czy zjedli ciepłe. A gdy wraca do domu, to nic nietknięte, bo oni zamówili pizzę. Hmm… ;)


Gdy kobieta już się tak rozpędzi w wielu działaniach dedykowania się i poświęcania dla innych, to trudno ją zatrzymać. Odwyk jest wtedy czasochłonny. Tym bardziej, że ona myśli, że już tak musi robić, że to jest absolutnie konieczne, że oni nie dadzą sobie rady. A oni uczą się, że już nic nie muszą, albo że to ona zawsze to załatwi i zrobi za nich. I w wyniku (tego) takiego działania, ona jest coraz bardziej i bardziej zmęczona, rozgoryczona, naładowana pretensjami i często pojawiają się u kobiety fizyczne dolegliwości z tego wynikające, jak np. guzki na piersiach, cysty na jajnikach i bóle kręgosłupa lędźwiowego. Nie mówiąc już o przewlekłym stresie, depresji czy chronicznym zmęczeniu.

Ponadto dla każdej kobiety i jej relacji z mężczyznami jest ważne żeby wiedzieć, jak zrobiony jest mężczyzna i jakim językiem się z nim komunikować. Żeby słyszał, rozumiał, zrobił, doceniał.
O tym jest webinar Dla Kobiet, który odbędzie się w niedzielę 16 grudnia o godz 15.00 czasu polskiego.
Większość kobiet nie ma pojęcia, jakie słowa i jak wypowiedziane, mężczyzna jest zdolny usłyszeć, zrozumieć i przyjąć do wiadomości. Kobiety komunikują się z mężczyznami potokiem słów, pretensji, dwuznaczności itd i dziwią się, że efekt takiej komunikacji jest marny.
Mam dla kobiet (podczas tego webinaru) bardzo konkretną „instrukcję” w jaki sposób rozmawiać z mężczyzną zarówno werbalnie jak i niewerbalnie, żeby efekty były doskonałe!

Zmieńmy nieco temat. Kolejnym pani ważnym projektem są sesje Inspiracje-Medytacje. To popularny projekt.
O tak, to ulubiona część mojej pracy. Inspiracje-Medytacje realizowałam od 2010 roku. Stworzyłam najpierw krąg ludzi (ok. 600 osób on-line), którzy łączyli się ze sobą jeden raz w tygodniu o tej samej porze. Medytowaliśmy kilkanaście minut w intencji-inspiracji jaką przekazywałam im wcześniej emailem. To powodowało, że tworzyliśmy pole zjednoczonej, pozytywnej energii. Skupialiśmy się w jednej intencji (np. w intencji „niech się stanie pokój w twojej, mojej rodzinie teraz”) i w stanie medytacji przekazywaliśmy taką treść, taką energię sobie nawzajem. Byliśmy świadomi, że to się pozytywnie rozprzestrzenia. To trwało kilka lat – krąg medytacji inspiracji prowadzony przeze mnie mailowo.


A potem coś się zmieniło…
W tym roku, po powrocie z Polski we wrześniu, gdy zastanawiałam się jak dotrzeć do jeszcze większej liczby ludzi z Inspiracją-Medytacją i dobrodziejstwami takiego wspólnego medytowania, olśniło mnie, że mogę to robić bez pisania maili. I od razu przekazywać, prowadzić medytację live przez Facebook! Co za wspaniała technologia :)


Kiedy odbywają się medytacje?
W co drugą niedzielę, o godz 9.00 według czasu polskiego prowadzę live video stream. Prowadzę go z mojego domu albo z jakiegoś pięknego zakątka zachodniej Australii. Inspiracja z Medytacją trwa 25 minut. Potem jednym kliknięciem to się zapisuje jako post na moim Facebooku i te osoby, które nie mogły uczestniczyć na żywo, mogą sobie to później odtworzyć. I teraz spełniło się moje marzenie. Taki jeden live stream z medytacją zbiera już na następny dzień ok. 3 tys wyświetleń. Dobrodziejstwa medytacji i każdej inspiracji docierają do coraz większej liczby ludzi. Moje serce się cieszy!
Zapisy tych live przez facebook medytacji można znaleźć też na moje stronie w zakładce Inspiracje. A łączenie na żywo odbywa się przez mój prywatny Facebook (https://www.facebook.com/ewa.may.5).


Co sprawiło, że zdecydowała się pani organizować takie sesje?
Silny wewnętrzny głos, że to jest potrzebne. Pragnienie, z którym się urodziłam, żeby pomagać ludziom doświadczać lekkości, zrozumienia, miłości i dobra. Przekonanie, że takie wspólne medytacje, generujące tak pozytywną energię i tak wielu ludzi połączonych w jednej intencji…to potęga. Takie spotkania mogą rozświetlić dzień niejednego, smutnego, zestresowanego, pogubionego człowieka. I takie właśnie feedbacki dostaję do ludzi w komentarzach na facebooku. Piszą, że im te kilka chwil wspólnej medytacji z pozytywną inspiracją niezwykle pomogło. Więc warto.

Zdjęcia użyte w tekście: archiwum prywatne Ewy May.
Rozmawiała: Ewelina Zdancewicz-Pękala


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz