środa, 6 czerwca 2018

Wywiad z Michałem Malinowskim. O aktorstwie, podróżach i wartościach

Michał Malinowski, aktor znany m.in. z "Na Wspólnej" czy "Pierwszej miłości" nie ma czasu na nudę. Obecnie bierze udział w kilku projektach teatralnych, realizuje się przed kamerą i nieustannie uczy się nowych rzeczy. Po pracy spełnia się w swoich pasjach, a tych ma sporo. Ostatnio można było go spotkać m.in. na Zatoce Gdańskiej, gdzie... samotnie żeglował. W tym sezonie na pewno będzie go jeszcze można spotkać nieco dalej... Ale nawet podczas żeglowania nie próżnuje, tylko w kokpicie czyta scenariusze! A kiedy znajdzie czas na imprezę, nie trzeba go namawiać do wyjścia na parkiet - pamiętacie jego występy w "Tańcu z Gwiazdami" w 2017 roku...?

O tym, jak organizuje czas i dlaczego wykorzystuje go na 100 procent, a także o wartościach i showbiznesie, rozmawiała z Michałem Ewelina Zdancewicz-Pękala.


Fot. archiwum prywatne Michała Malinowskiego

Showbiznesodkuchni: — Myślałam, że złapię cię w podróży, ale wiem już, że aktualnie masz przerwę w wyjazdach.
Michał Malinowski: — Tak, obecnie jestem na miejscu — co wynika z tego, że teraz mam o wiele więcej pracy. Ostatnio tak się jakoś wszystko potoczyło, że przybyło mi pracy w teatrze. I super! Szykują mi się trzy projekty teatralne, a z tym, co już mam, będzie tego bardzo dużo. Jednak wiadomo, że kiedy pojawiają się nowe spektakle, to trzeba próbować, a to z kolei zajmuje dużo czasu.

— Powiesz więcej o tych projektach?
— Będę grał w kolejnym spektaklu w Teatrze Capitol – i to do niego tak zawzięcie obecnie próbuje. Poza tym zaraz zaczną się próby do dwóch innych, które również będą grane w warszawskich teatrach, ale jeszcze nie mogę o tym opowiedzieć.

— Pewnie granie przed kamerą i granie na scenie to ogromna różnica dla aktora?
— To zupełnie inne granie! W teatrze środki wyrazu muszą być większe, bo trzeba z przekazem i słowem dotrzeć do ostatnich siedzeń. A jeśli chodzi o granie przed kamerą – mikroporty mamy tuż przy twarzy, więc używa się zupełnie innych środków. Można mówić ciszej, tak, jakby mówiło się tylko do tej osoby, z którą grasz. Tak więc technika jest inna, ale również, a może przede wszystkim, teatr wyróżnia bezpośredni kontakt z widzem. Grając spektakl czuje się energię widzów. Szczególnie w komediach – od razu słyszysz, kiedy widzowie się śmieją, wiesz, czy im się podoba. W sztukach dramatycznych też czuć te energię, tylko nie tak wprost. W obu przypadkach jest to coś magicznego. W telewizji tego nie ma, ale ona też ma swoje inne, fajne aspekty. I to jest super w pracy aktora: można pracować i tu, i tu, i jeszcze przy filmie, w dubbingu, można też prowadzić imprezy i robić masę innych rzeczy… Słowem, rozwijać się jako człowiek!


— Nie dość, że robisz te rzeczy, to jeszcze dużo podróżujesz i rozwijasz się sportowo. Kiedy ty sypiasz? : ) Masz w ogóle czas na sen?
— Rzeczywiście, sypiam za mało, ale to chyba każdy ma takie wrażenie ;) a tak na poważnie: wszystko to kwestia organizacji czasu. Im mniej człowiek go ma, tym bardziej uczy się nim zarządzać, nie marnować go. Najwięcej czasu traci się na takim „rozmemłaniu” kiedy to trzeba by coś zrobić, ale w sumie niekoniecznie, albo niekoniecznie teraz... a kiedy tych zajęć jest dużo i człowiek pędzi z jednego miejsca w drugie, to nie zwalnia niepotrzebnie tempa i automatycznie jest w stanie wsadzić więcej sensownej treści między wskazówki zegara.

— Jak się organizujesz w czasie? Robisz parę rzeczy w jednym momencie? Przykładowo, uczysz się tekstu do roli siedząc w taksówce?
— Moją wielką pasją jest żeglarstwo i w tym sezonie postanowiłem rozwijać się jako samotny żeglarz. Póki co Zatoka Gdańska i Zalew Wiślany, ale planuję w tym sezonie wyskoczyć trochę dalej. Ostatnio zrobiłem sobie kilkudniowy rejs. Kiedy po wypłynięciu z portu ustawiłem już żagle i zablokowałem kurs na autopilocie mogę usiąść wygodnie w kokpicie i zająć się czytaniem nowego scenariusza (oczywiście co kilka minut rozglądałem się dookoła i sprawdzałem, czy nie wpływa we mnie żaden tankowiec). Udało się połączyć przyjemne z pożytecznym i udaję się to również w innych przypadkach, np. kiedy jadę pociągiem na zdjęcia do Wrocławia, czy gdziekolwiek ze spektaklem wyjazdowym... opcji jest wiele.

— Nie masz jednak czasem poczucia, że jednak chciałbyś po prostu odpocząć i nic nie robić? Że już dość?

— Tutaj bardzo pomaga to, o czym już mówiłem. Rzeczy, które robię w ramach zawodu i pasji są tak różne od siebie, że robiąc jedną, odpoczywam od drugiej. Poza tym nic mnie tak nie męczy jak siedzenie i nic nie robienie... jeśli odpoczynek to tylko aktywny.


Fot. archiwum prywatne Michała Malinowskiego

— Jak z kolei łączysz podróże z pracą? Ostatnio np. wyjechałeś na kilkanaście dni do Meksyku, a wtedy nie da się być na planie. Rozumiem, że po prostu masz ustalony konkretny plan grania, a kiedy się da, ruszasz w podróż?

— Harmonogram produkcji seriali daje nam możliwość brania krótkiego wolnego. Jeśli chodzi o spektakle to przy kilku obsadach można wymieniać się terminami, więc wszystko jest możliwe. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. W meksyku byłem 18 dni i ucieczka na tak długi okres przy tym natłoku pracy, który obecnie mam szczęście mieć, nie jest już taka łatwa. Dlatego wykorzystałem przerwę świąteczną, kiedy to zarówno w „Na Wspólnej” i w „Pierwszej miłości” nie ma zdjęć. Nie ukrywam, że trochę tęskniłem za magią rodzinnych świąt, ale...coś za coś ;)

— Myślę, że twoja postawa udowadnia coś wszystkim, którzy mówią: nie będę podróżował, bo nie mam czasu, pieniędzy, w sumie to się nie da…
— Zawsze się da. Jako student pojechałem kiedyś na włóczęgę autostopem po Europie. W dwa miesiące zwiedziłem 17 krajów, a kosztowało mnie to mniej niż tysiąc złotych. To były moje najlepsze wakacje w życiu! Dlatego nie lubię, kiedy ktoś mówi, że wyjazd musi być kosztowny. Kiedyś w jednym czasopiśmie pojawiła się wycena mojej podróży do Meksyku i wszystko byłoby super gdyby nie została kilkukrotnie zawyżona. Najgorsze jest to, że ktoś mógłby pomyśleć, że tak trzeba, że bez tak dużych pieniędzy się nie da… Nieprawda. Da się i często jest wtedy o wiele fajniej. Jest to jedna z ważniejszych rzeczy które staram się komunikować, choćby za pośrednictwem swojego Instagrama.

— Jednym z twoich patentów na tanie podróżowanie jest autostop. Ile razy słyszałeś ostrzeżenia, że to niebezpieczne?
— Wielokrotnie! Natomiast przejechałam już wiele mil autostopem i nadal żyję. Zdarzały się różne sytuacje i tak, w takiej podróży może się zdarzyć wszystko. Trzeba mieć tę świadomość. Tylko że siedzenie na tyłku w domu to też jest ryzyko. Ryzyko, że zmarnuje się swoje życie.


Fot. archiwum prywatne Michała Malinowskiego

— Czyli ogromne.
— Szkoda by było to wszystko przegapić. Mamy na naszej planecie tyle pięknych miejsc i tylu fantastycznych ludzi, których moglibyśmy poznać... Wielkim marnotrawstwem by było z tego nie korzystać w imię lęku, że coś może się zdarzyć. Ale wiesz co? „Coś” może zdarzyć się wszędzie. Nawet przed naszym blokiem. Są oczywiście miejsca bardziej niebezpieczne i trzeba brać to pod uwagę. Nikogo nie będę namawiał na podróż autostopem po Somalii. Jednak jest dużo bezpiecznych krajów, które bym polecał. Wystarczy zasięgnąć informacji i samodzielnie ocenić poziom ryzyka jakie jesteśmy gotowi podjąć.

— Powiem ci, że mi zdarzyło się jeździć stopem po Polsce i tak samo jak ty miewałam różne sytuacje. W tych niebezpiecznych pomagała wtedy, jakby nie patrzeć, właśnie gra aktorska. Wystarczyło pokazać, że się nie boisz, nawet jeśli umierałeś ze strachu. Też zdarzało ci się wykorzystywać twoje umiejętności aktorskie w ten sposób? Albo w jakimkolwiek innym zakresie w podróży czy w życiu?
— Zdecydowanie! Aktorstwo to dziedzina, która rzutuje pozytywnie chyba na wszystkie aspekty życia. To jest też jeden z powodów, dla których zdecydowałem się na ten zawód. A zdecydowałem się na to bardzo późno, bo w trzeciej klasie liceum. Zrobiłem to, bo chciałem się rozwijać jako człowiek. Byłem nieśmiały, miałem kompleksy, nie potrafiłem rozmawiać z innymi ludźmi, otwierać się na nich. Pomijając to, że chciałem poznać zawód, który wydawał mi się fascynujący, to chciałem też pracować nad sobą, a aktorstwo to umożliwiało. To wszystko, czego się nauczyłem – to można wykorzystać wszędzie, a każdym aspekcie.

— Czasem, kiedy rozmawiam z aktorami, to skarżą się, że nie mają spokoju na imprezach, bo każdy chce, żeby zabawiali innych gości. Albo z tancerzami – też nie mają spokoju na weselach. A ty przecież też masz za sobą przygodę z „Tańcem z gwiazdami”.
— (śmiech) Coś w tym jest! Niektórzy używają tego argumentu. Ale taniec jest przyjemny, nie ma co się skarżyć, trzeba po prostu tańczyć!

— Czyli ciebie też wyciągają na parkiet?
— Oczywiście! Zresztą tak było już wcześniej, poza tym ja sam się wyciągam, lubię tańczyć.

— A proszą cię o opowiadanie kawałów na imprezach? :)
— Tak, ale kiedy zaczynam opowiadać swoje ulubione dowcipy, to już potem mnie więcej nie proszą (śmiech). Mam swoje sposoby, wystarczy opowiedzieć odpowiedni dowcip : ) Ale mówiąc już poważniej: poza planem zdjęciowym czy scena jestem po prostu człowiekiem. Kiedy chcę opowiedzieć żart, to wtedy go opowiadam. A jeśli tego nie czuję, to fakt, że jestem aktorem w żaden sposób nie zobowiązuje mnie do tego, żeby na prywatnych spotkaniach wszystkich zabawiać. To wydaje mi się dość naturalne. Mam akurat takich znajomych, którzy są w stanie oddzielać życie zawodowe od prywatnego.


Fot. archiwum prywatne Michała Malinowskiego

— Masz też fajny medialny wizerunek, portale plotkarskie nie obsmarowują cię na każdym kroku, jesteś odbierany bardzo pozytywnie. Bardzo patrzysz na to, jak kreować się w show-biznesie?
— Staram się być w porządku wobec ludzi. Jednocześnie mam świadomość, że z racji mojego zawodu pewne rzeczy, które mówię, mają wpływ na innych. Staram się więc, żeby ten wpływ był jak najbardziej pozytywny. Chcę swoim życiem ulepszać ten świat, a nie go niszczyć. Trzeba być w porządku. Nie tyczy się to tylko aktorów i osób publicznych, ale każdego.

— Czyli to jest twój przekaz, który chcesz dać publice poza sceną, w świecie show-biznesu?

— Prywatnie namawiam wszystkich żeby ludzie jak najwięcej robili, szukali, ryzykowali. Każde nasze działanie to szansa na to, że zdarzy się coś pięknego. To się tyczy pracy, podróży, związków.. tak naprawdę wszystkiego… Mamy piękny świat, trzeba go poznać. Naprawdę – warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz