piątek, 15 czerwca 2018

Wywiad z Qczaj'em. O tym, jak trenować i jak się "ukochać"

Daniel Qczaj to najbardziej pozytywny trener w Polsce. Jego przesłania są bezpośrednie i zabawne, nic więc dziwnego, że z miejsca podbił serca Polek. I choć na co dzień poprawia 
innym humor i motywuje ich do działania, to sam ma za sobą ciężkie doświadczenia. A jednak pozytywnego podejścia do życia każdy mógłby się od niego uczyć. 

Z Qczaj'em rozmawiała dziennikarka Ewelina Zdancewicz-Pękala.

Archiwum Qczaj'a

Showbiznesodkuchni: —Miło cię słyszeć! I chyba na początek pochwalę ci się, że jestem dzisiaj już po treningu :)

Qczaj: —Super! Ja też właśnie przed chwilą skończyłem trening (śmiech).


—Jak wygląda twój rozkład dnia? Masz stałe godziny i czas trwania treningu?

—Przede wszystkim nie chcę, żebym to ja był dla treningu, tylko żeby to trening był dla mnie. Nie dostosowuję wszystkiego do tego, żeby ćwiczyć o danej porze, bo to prowadzi tylko do frustracji i tego, że człowiek chodzi wkurzony i źle się do tego nastawia. Trenuję wtedy, kiedy jestem w stanie wrzucić ćwiczenia w swój plan dnia, który jest różny. 


Przy trybie pracy, który mam przez ostatnie pół roku, ciężko jest mi coś zaplanować. Choć oczywiście są pewne plany i spotkania, które są z góry ustawione – w tym momencie do października. 

Natomiast inne rzeczy w ciągu dnia planuję bardzo orientacyjnie. Powiedzmy, że kiedy wstaję z łóżka i czuję, że mam mega power i to jest ten dzień, kiedy chcę od razu ćwiczyć – to robię trening rano. A jeśli przychodzi wieczór i czuję, że mam siłę i mogę potrenować albo że wpadnę na coś nowego (bardzo często wpadam na różne pomysły właśnie podczas treningu), to wtedy robię trening wieczorem. Także nie jest tak, że trening dominuje moją część dnia. Czasami jest to intensywny 20-minutowy trening, a czasami trwa on godzinę.


—Dobrze, że o tym mówisz, bo niektórzy prześcigaliby się w czasie, jaki spędzili na ćwiczeniach. A ty dajesz prosty przekaz: kobieto, jeśli masz siłę na 20 minut, to zrób te 20 minut i bądź z siebie dumna.

—Dokładnie! I to jest też to, co staram się przekazać. Ciało uwielbia różnorodność. Ja sam uczyłem się tego latami, które spędziłem na siłowni. Najfajniejsze efekty miałem wtedy, kiedy miałem swobodne podejście do ćwiczeń – kiedy każdego dnia robiłem podczas treningu to, na co akurat miałem ochotę. Jeden dzień było kardio, bo na to miałem czas, a drugiego robiłem po dwa treningi, bo akurat miałem świetny dzień.


Archiwum Qczaj'a



—Wiesz, kiedy ja pierwszy raz weszłam na siłownię, to poczułam się onieśmielona. Ja i sala pełna pakujących panów :). Twoje początki wyglądały podobnie?

—U mnie było trochę inaczej, bo ja zaczynałem trenować w innych czasach. Nie było jeszcze Instagrama i Facebooka, to były początki social mediów. Kiedy pierwszy raz poszedłem na siłownię, to była wręcz taka mekka! Podeszła do mnie wtedy jedna z czołowych kulturystek – a ja byłem wtedy takim małym, wychodzony 18-latkiem. 

Ten dzień zapamiętam do końca życia, bo tamta kulturystka bardzo fajnie się mną zaopiekowała, pokazała mi, jak zacząć. Wtedy ćwiczyło się z powodu pasji, dzisiaj w dużej mierze to moda. Ludzie przykrywają tym swoje kompleksy i niestety często zamienia się to w taką… wręcz arogancję. I kiedy na siłownię przychodzi ktoś, kto dopiero zaczyna, to trzeba pokazać mu, gdzie jest jego miejsce. 

A ja pamiętam, że dawniej ludzie niesamowicie pozytywnie na mnie zareagowali. Tak więc moje początki były fajne i inne niż dzisiaj, choć oczywiście czułem się zawstydzony przy tych wszystkich osiłkach (śmiech). Myślałem: kurczę, co ja tutaj robię? Jednak fajni ludzie pokazali mi wszystko i wytłumaczyli, pamiętając o tym, że sami też kiedyś zaczynali. Między innymi przez to nauczyłem się cierpliwości.


—Mówisz m.in. o obecnym przeroście formy nad treścią. Dookoła nas są same fit-batony, selfie z siłowni na Insta…

—Niestety te rzeczy zdominowały i przykryło to, co powinno być najważniejsze, czyli radość z treningu. Pasję. To ma nam służyć, żeby się lepiej czuć, a nie uważać się za lepszego niż reszta świata.


—Podobno początkowo nie miałeś być trenerem, a księdzem?

—Zawsze miałem poczucie misji i chęć pomocy ludziom, mówienia do nich. 

Pamiętam, że jak obserwowałem księdza w kościele, to wyobrażałem sobie, że ja kiedyś też będę tak stał i będę mówił do ludzi. To bardzo dużo mi dało i się tego nie wybieram. W tamtym momencie byłem bardzo zagubionym dzieciakiem, wychowującym się bez rodziców. Duchowość bardzo mi pomogła.


—W jednej z rozmów mówisz wprost o tym, że podjąłeś próbę samobójczą.

—Próby samobójcze w ogóle przejawiały się w moim życiu. Myślę, że niejeden nastolatek wpada na taki pomysł. Patrząc dzisiaj na statystyki mnóstwo nastolatków popełnia samobójstwa. Czują się osamotnieni, nie wiedzą, jak mają sobie poradzić z problemami. Sięgają po to najgorsze wyjście. Wielu z nich się udaje. 

Często są to nastolatkowie z małych miejscowości, gdzie bywa to zamiatane pod dywan. Mówię o tym głośno, bo widzę, że to przynosi niesamowity efekt. Zanim do mnie zadzwoniłaś dostałem wiadomość od dziewczyny, która wysłała mi swoje zdjęcie z założoną stomią. Ta dziewczyna napisała mi, że będzie to miała już do końca życia i że dzięki mnie zaczyna to akceptować, że zaczyna mieć poczucie, że musi pokochać samą siebie - nawet ze stomią.


—Myślę, że masz na sobie ogromną odpowiedzialność.

—Nie chciałbym wprowadzać takiego poczucia. Gdybym myślał, że mam na sobie taką presję, to pewnie bym zwariował. Przy takiej liczbie wiadomości, jaką dostaję od kobiet i różnych osób – a tych wiadomości są setki – to nawet z czysto technicznego powodu nie byłbym w stanie odpisać na każdą. Nie mam kogoś, kto moderuje mi stronę, chcę to prowadzić sam i jak najdłużej będę się starał, żeby tak to wyglądało. 

Jednak mówię o tym otwarcie: nie jestem w stanie odpisać na każdą wiadomość. Czasami odpowiadam na nie ogólnie, a czasem jakaś historia inspiruje mnie do opowiedzenia czegoś podczas nagrania. Ale mówię też o tym wszystkim po to, żeby przekazać ważną wiadomość: niestety nie jestem w stanie rozwiązać za kogoś problemu, przyjść i dać komuś gotowe rozwiązanie. To higiena życia, której też uczę: nie dać na siebie zrzucić odpowiedzialności za czyjeś życie. Mówię, daję od siebie dużo energii i jeśli ktoś chce „wziąć” ode mnie ten przekaz, to go bierze. Jeśli nie - to nie jestem w stanie uratować całego świata.



—A na dobrą sprawę z problemami powinno się zgłaszać do specjalistów.

—I to się dzieje. Dostaje mnóstwo wiadomości od psychoterapeutów, którzy piszą, że przychodzą do nich nowi pacjenci, którzy mówią, że to ja ich zmobilizowałem do tego, żeby przyjść. Zresztą ja sam byłem na terapii, która bardzo mi pomogła.


Archiwum Qczaj'a


—Weźmy na tapet lżejsze przypadki, czyli po prostu twoją pomoc kobietom w „ukochaniu” swojego ciała. Jakie wartości swoją obecnością w mediach jako trener chcesz przekazać, oczywiście poza tym, że kobiety mają się ukochać?

—Dużo jest tych wartości… W każdym poście i InstaStory staram się coś przemycić. Czasami jest to lżejsze, czasami mocniejsze, inspirowane tym, co mnie w danym momencie spotyka albo wiadomościami, które dostaję. Myślę też, że dzisiaj bardzo mocno brakuje ludziom cierpliwości. 

Ta szybkość działania, natłok informacji, poczucie, że coś nas omija doprowadza do niesamowitej frustracji. Wartość, którą przekazuję to też więc nauka cierpliwości. Trzeba przestać się frustrować i na siłę rzucać się w porównywanie do innych. Po co nam poczucie, że ktoś jest bardziej szczęśliwy niż my sami? Oczywiście tych wartości jest o wiele więcej. Wystarczy nie patrzeć powierzchownie. 

Gdyby ktoś mnie po prostu zobaczył, pomyślałby pewnie, że jestem śmiesznym, skaczącym człowiekiem, ale jeśli będzie chciał bardziej zagłębić się w moją historię, to na pewno odnajdzie tam coś ciekawego. Jednak to jest dla ludzi chcących i świadomych. Nie chcę nikogo do siebie przekonywać na siłę. Jeśli ktoś jest na to gotów, to mnie pozna.


—Nie da się być lubianym przez każdego.

—Właśnie!

—A wracając na koniec do tematu porównywania. Nie przeglądanie Instagrama pięknych kobiet, oczywiście „bez makijażu’ - mogłoby pomóc?

—Wiesz co? To ciężkie do wyeliminowania. To tak jak ja, mający trochę problem z alkoholem, wyrzuciłbym z domu cały alkohol. Przecież i tak miałbym świadomość, że on ciągle gdzieś tam jest. Tak więc ja ciągle mam w domu alkohol. 

Analogicznie – to wszystko na Instagramie jest, ale trzeba nauczyć się z tym obchodzić. Patrzeć na to w ten sposób: ktoś wygląda tak a tak, ale ja wyglądam tak i jestem z siebie zadowolona, dumna, z tego co zrobiłam. Nie można porównywać tego, co się widzi w lustrze z tym, co się widzi w social media. Często nie mamy szans spotkać tych ludzi na żywo, więc nie przekonamy się, jak wyglądają w rzeczywistości.


—I chyba najbardziej atrakcyjna jest pewność siebie?

—Dokładnie tak.


—Masz jeszcze jakieś porady, które zachęcają do wstania z łóżka, kiedy mamy gorszy dzień i nic się nie chce?

—Pozwalam sobie na takie dni. Zastanawiam się wtedy, co spowodowało, że tak się czuję. Czasami to po prostu zmęczenie. Albo sytuacje, które wydarzyły się po drodze i podniosły poziom kortyzolu. Potem to wychodzi w sytuacjach, w których nie mamy siły wstać z łóżka. 

Nie wierzę w ciągłą motywację. Te gorsze dni to dni, które pozwalają nam wrócić do siebie. Kiedy masz taki czas, to zastanów się nad sobą i pomyśl, co się stało, że nie masz na nic siły. I nie oczekuj cudów! Nic nie dzieje się od razu, czasami trzeba zrobić pierwszy krok i wyjść z domu tylko na spacer. Ja na przykład po raz pierwszy od sześciu miesięcy cieszę się byciem sam ze sobą w moim domu. Mogę nabrać siły, żeby dzielić się energią z innymi.


—W takim razie życzę ci dużo siły! Dzięki za rozmowę!


—Bardzo dziękuję!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz